środa, 13 czerwca 2012

V.Nadal ze mną rozmawiasz.

Około 18 do klubu zaczęli przychodzić pierwsi goście. Zaprosiłyśmy tylko część szkoły taka ,, impreza dla elity " . Uśmiechnęłam się szeroko do Erica, gdy ten znalazł się koło mnie.
- Hej. - usłyszałam jego głos, gdy mnie przytulił.  Spojrzałam na niego z wyrzutem i nachyliłam się tak, by słyszał dokładnie co do niego mówię.Impreza rozpoczęła się na dobre, więc naprawdę trudno było spokojnie porozmawiać.
- Gdzie byłeś ? Dzwoniłam do Ciebie ze sto razy! - krzyknęłam. Eric skrzywił się lekko, po czym na jego twarzy pojawił się łobuzerski uśmiech.
- Zostawiłem komórkę w domu i poszedłem na trening, mamo. - odrzekł żartobliwie. Jednak coś w jego tonie, a może w wyrazie twarzy sprawiło, że coś mówiło mi, że chłopak kłamie.
- Skoro tak mówisz. - wzruszyłam ramionami i uśmiechnęłam się sztucznie. - muszę znaleźć Tashę. - dodałam, przybierając ponury wyraz twarzy i wyminęłam chłopaka, idąc w stronę zaplecza. Gdy już tam dotarłam, oparłam się o ścianę, biorąc kilka głębokich wdechów. Dlaczego nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że Eric kłamał mi prosto w oczy ? Westchnęłam po raz ostatni i ponownie pojawiłam się na sali, uważnie się rozglądając. Oczywiście nie brakowało alkoholu, a po niektórych było to widać. W końcu zauważyłam osobę, której szukałam. Uśmiechnęłam się lekko i podeszłam do ściany, pod którą stał owy chłopak.
- Chris, jak się bawisz ? - zagadałam. Chris to jeden z bliższych kolegów Erica. Lubiłam go. Zawsze postępował tak jak dyktowało mu sumienie, a nie ktoś inny.
- Świetna impreza.
- I dlatego podpierasz ścianę ? - opowiedziałam rozbawiona. Chris spojrzał na mnie z błyszczącymi oczami.
- I tu mnie masz. - odpowiedział, przekrzykując DJ'a, który właśnie ogłaszał dedykacje.
- Jasne. Jak tam dzisiejszy trening ? - spytałam niby od niechcenia. Poczułam się z tym naprawdę źle. Powinnam bardziej ufać własnemu chłopakowi. Jednak intuicja podpowiadała mi, że Eric kłamał ... a ja nie chciałam być oszukiwana. Głośna muzyka znów zaczęła grać, a Chris spojrzał na mnie, podnosząc brwi.
- Alison, piłaś ? W sobotę nigdy nie mamy treningów. - słysząc jego słowa udałam, że uśmiecham się szeroko. Kurcze, byłam w tym naprawdę dobra. Umiałam udawać. Nawet nie wiedziałam, kiedy nabyłam tę umiejętność. Kiedyś wydawało mi się, że jestem słabym kłamcą, a tu proszę.
- Ah, no tak. Wydawało mi się, że Eric coś mówił o treningu. No, ale jest taki hałas, że pewnie źle zrozumiałam. A teraz muszę Cię przeprosić. - przecisnęłam się obok chłopaka. Czułam się okropnie. Właśnie szpiegowałam Erica, a na dodatek okazało się, że moje podejrzenia są słuszne. Nie wiedząc co ze sobą zrobić, znów poszłam na zaplecze. Tam usiadłam na kilku skrzynkach, ustawionych na siebie. Obok zauważyłam zapas wódki na imprezę. Chwyciłam jedną z nich.
Poczułam, że ktoś łapie mnie za ramiona. Uniosłam wzrok. Jason.
- Hej, skarbie. - mruknęłam. Zupełnie nie panowałam nad tym co mówię. Czy ja właśnie nazwałam Jasona skarbem ? Przecież to Eric jest moim chłopakiem ! Eric. Jęknęłam cicho.
- Wypiłaś całą butelkę ? Sama ?- usłyszałam. Spojrzałam na Jasona i posłusznie pokręciłam głową. Zaklął, a ja zachichotałam.
- Co ? - spytał, wywracając oczami.
- Co co ? - spytałam z miną niewiniątka.
- Z czego się śmiejesz ?
- Z Ciebie. - oznajmiłam i wyciągnęłam rękę, totalnie rozwalając mu fryzurę.
- Jesteś pijana. - stwierdził. Pokręciłam głową.
- A owszem. A wiesz dlaczego ? Bo mój chłopak to dupek. Ale wiesz co ? Nie obchodzi mnie to już.
- Nie ?
- Nie.
- Yhym. Idziemy. - powiedział, chwytając mnie za ramię.
- Dokąd ?
- Do domu.
- Nie chcę.
- Ale ja chcę.
- Chcesz iść ze mną domu ?
- Muszę Cię tam zaprowadzić.
- Ale ja nie chcę.
- Ale ja tak.
- Będę krzyczeć. - oznajmiłam, gdy już wyprowadził mnie z klubu.
- Proszę bardzo.
- Okej. - powiedziałam i rozejrzałam się. Nie było już za wiele ludzi na ulicy. No cóż. - Gwałciciel ! - zaczęłam się drzeć, a Jason zakrył mi usta dłonią.
- Przepraszam. Upiła się, ma chłopaka dupka. - oznajmił, do ludzi, którzy zaczęli się na nas krzywo patrzeć.
- On nie jest dupkiem !
- Sama tak mówiłaś.
- Ja mogę.
- A ja nie ?
- Nie. To ja jestem jego dziewczyną, nie Ty.
- Jesteś tego pewna ?
- Że nie jesteś dziewczyną ? Tak, raczej tak. - odpowiedziałam, a Jason się roześmiał.
- Skoro tak.
- Co znowu ?
- Co ?
- Śmiejesz się ze mnie.
- Wiesz ... jak jesteś pijana, to jesteś zabawna.
- A na trzeźwo to nie ?
- Mniej, skarbie.
- Dzięki. - powiedziałam z przekąsem i skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej.- Nie rozmawiam z Tobą. - oznajmiłam.
- Nie ?
- Nie.
- Właśnie się odzywasz.
- Już nie.
- Alison ?
- Co ?
- Nadal ze mną rozmawiasz. - odpowiedział, zanosząc się śmiechem. Wywróciłam oczami.
- Daleko jeszcze ?
- Tak. Idziemy do mnie.
- Co, czemu ?
- Chcesz by Twoja mam zobaczyła Cię w tym stanie ? I to u mojego boku ? Zabiłaby mnie.
- I tak Cię nie lubi.
- Nie prawda, uwielbia mnie.
- Myśl tak dalej...
- Alison ?
- Co chcesz ?
- Miła jesteś.
- Tak, wiem. No więc, czego ?
- jesteś męcząca.
- Dziękuję, ja Cię też.
- Taaak ?
- Wiesz, że jestem pijana i nie wiem co mówię, prawda ?
- Człowiek po pijaku jest najszczerszy.
- Jak tam chcesz.  - oznajmiłam, wywracając oczami. Doszliśmy już do domu Jasona.
- Jesteś sam ? - spytałam, nieco zdezorientowana.
- Taa. Myślisz, że bym Cię tu przyprowadził jakby ktoś był w domu ?
- Ej !
- Pijaną. - dopowiedział, uśmiechając się szeroko.
- No . - odpowiedziałam, wchodząc do domu. Znałam go na wylot. Nawet pijana pamiętałam dokładnie układ pokoi. Instynktownie skierowałam się do pokoju Jasona, a chłopak ruszył za mną. Kiedy tylko otworzyłam drzwi, skierowałam się do łóżka i rzuciłam się na nie.
- Czyżby chciało się spać ? - zaczął Jason, udając ton dziecka.
- Wal się. - odpowiedziała z twarzą w poduszce. Poczułam, że Jason dosłownie rzuca się na łóżko.
- Ał ! - zawołałam.
- Co ? Kazałaś mi się walnąć.
- Ale nie tak.
- A jak ?
- To była przenośnia.
- Trzeba było mówić.
- Jasne.
- Nie pyskuj. - po tonie jego głosu domyśliłam się, że się śmieje.
- Jasne, tato.
- Chcesz coś do picia ? - spytał, już nie ukrywając śmiechu.
- Bardzo zabawne.
- Pytałem serio. I nie mówiłem tu o alkoholu. Zgaduję, że nieźle Cię suszy.
- To przynieś mi wody.
- Co tylko rozkażesz. - i już go nie było. Wrócił niecałe pięć minut później, a w ręku trzymał szklankę, którą mi podał. Przyjęłam ją z wdzięcznością, a Jason znów zajął miejsce obok mnie na łóżku. Widząc moje pytające spojrzenie wzruszył ramionami.
- Chyba nie sądzisz, że nie skorzystam z okazji ? Potem będę mógł powiedzieć Ericowi, że z Tobą spałem. - powiedział tonem, jakby mówił coś oczywistego. Pokręciłam tylko głową i tak nie było sensu się z kim kłócić.
- Jak uważasz. - powiedziałam i z trudem się podniosłam i powlokłam do łazienki.
- Daj mi piżamę.
- Nie. - odpowiedział z łobuzerskim uśmiechem.
- Jason !
- Jesteś pewna, że nie chcesz spać w samej bieliznie ?
- Albo bez, tak ?
- Ty to powiedziałaś. - słysząc jego słowa, wywróciłam oczami.
- Piżama.
- Nie.
- Piżama !
- Nie.
- Dobra. - odpowiedziałam, zajmując miejsce na podłodze z obrażona miną.
- Będziesz tak siedzieć aż wytrzeźwiejesz ?
- A nawet jeśli ?
- Mi to nie przeszkadza. To Ciebie będzie boleć głowa.  Dobra, niech Ci będzie. - wywrócił oczami i podszedł do szafy, po czym podał mi swoją koszulkę. Nadal udając obrażoną, wzięłam koszulkę i poszłam do łazienki.
Wzięłam długi, naprawdę długi prysznic. Kiedy w końcu wyszłam z łazienki, Jason spojrzał na mnie jak na idiotkę.
- Już chciałem wyważać drzwi. - zażartował.
- Taa - powiedziałam tylko i położyłam swoje rzeczy na krzesło. Nawet nie miałam siły by je składać. Tym czasem Jason poszedł do łazienki, a ja położyłam się do łóżka. Już niemal spałam, gdy poczułam, że Jason także się położył. Bezwiednie się w niego wtuliłam, a on mnie objął. W takiej pozycji oboje zasnęliśmy.


Mam nadzieję, że się Wam podoba  ;*
Przepraszam za błędy i do napisania ! :D.

1 komentarz:

  1. bardzoo wciągające..:d..czekam na następny..:****

    OdpowiedzUsuń