środa, 30 maja 2012

III.Dlaczego ... wtedy mi wszystkiego nie wyjaśniłeś ?

- Dobrze zrozumiałam ? - Spytała po raz setny. Wywróciłam oczami i spojrzałam na Tashę.
- Tak, idę z Jasonem na koncert.
- A co z Eric'em ? - westchnęłam cicho, słysząc jej pytanie i zajęłam miejsce obok przyjaciółki. Siedziałyśmy właśnie w moim pokoju i ,, odrabiałyśmy lekcje ".
- To ... z Jasonem to nie randka. To tylko ...
- Wyjście dwojga ludzi ?
- Dokładnie.
- Skarbie, to jest randka.
- Nie  bo ... ja tego tak nie traktuję.
- A jak traktujesz ?
- Chyba masz hiszpański do zrobienia. - ucięłam temat i pochyliłam się nad zeszytem.
- Unikasz odpowiedzi. To coś znaczy.
- Tak, to znaczy, że jak nie zrobię tych zadań to nie będzie dobrze. Możesz więc przestać mi przeszkadzać ?
- Jak sobie życzysz .... skarbie. - uniosłam lekko brwi, patrząc na nią jak na idiotkę. No tak, swego czasu ona i Jason naprawdę się lubili. Mogłabym powiedzieć, że byli przyjaciółmi. No może to dlatego, że także znali się od dziecka. Pokręciłam lekko głową i zabrałam się za zadania.

- Jason dzwoni! - krzyknęła nagle Tasha trzymając w ręku moją komórkę. - siema, stary. - powiedziała do telefonu, uśmiechając się szeroko. Nie usłyszałam odpowiedzi Jasona, więc czekałam tylko z wyciągniętą przed siebie dłonią.- okej, już Ci ją daję.
- Miło, że odzyskałam mój telefon - powiedziałam, kładąc nacisk na słowo ,,mój". - Jason ? - powiedziałam do słuchawki.
- Cześć, skarbie. Co do koncertu ...
- Odwołany ?
- Nie, spokojnie. Odbędzie się.
- Więc w czym problem ?
- Czy powiedziałem, że jest jakiś problem ?
- Jason!
- No co ? To Ty nie dajesz mi dojść do słowa.
- Przepraszam.
- No to słuchaj ...Wpadnę po Ciebie o 20. Masz być gotowa.
- Byliśmy umówieni na 21 !
- Zmiana planów, skarbie. Do zobaczenia za dwie godziny! - oznajmił i się rozłączył.
- Co się stało ? - spytała Tasha cały czas uważnie mi się przyglądając.
- Nic, nic ... tylko ... mam dwie godziny, a nie trzy ! Muszę się przygotować. - stwierdziłam i rzuciłam się do szafy.
- Nadal sądzisz, że to nie randka ? - dziewczyna nie ukrywała rozbawienia. Rzuciłam jej mordercze spojrzenie.
- Dokładnie. Ale muszę wyglądać jak człowiek, prawda ?
- Dlatego ubierasz obcisłą, krótką sukienkę ? Jeszcze powiedź, że to nie dla niego. - gestem spojrzała na sukienkę, którą trzymałam w ręku. Od razu rzuciłam ją na ziemię.
- Skądże. To nie dla niego.
- Wcale.
- Okej. Może troszeczkę. Ale nie w tym sensie jak myślisz.
- Skąd wiesz co myślę ?
- Kochanie, znam Cię tyle lat, że po prostu wiem. - odpowiedziałam, uśmiechając się słodko. Dziewczyna wywróciła oczami.
- Dobra. Ubierz tę sukienkę.
- Ale ...
- Ale co ? To przecież nie randka., prawda ? - roześmiałam się i chwyciłam zwykłe dżinsy i top.
- Nie, nie mam zamiaru się stroić, bo nie dasz mi potem żyć. - odrzekłam, pokazując przyjaciółce język i poszłam do łazienki by się przebrać.
Godzinę później kończyłam robić makijaż. Zadowolona wyszłam z łazienki. Tasha siedziała właśnie na łóżku z moim laptopem na kolanach.
- Ooo, myślałam, że zasnę, czekając na Ciebie.
- Też Cię kocham. - odpowiedziałam słodkim głosem, uśmiechając się.
- Wiesz ... - zaczęła, odkładając laptopa na bok. Wiedziałam co chce powiedzieć. Niestety, nie myliłam się. - Eric nie będzie zadowolony jak się o tym dowie.
- Wiem ... ale ... ostatnio wszystko się psuje. Dla Erica najważniejsze są tylko treningi. A ja czuję się zagubiona. Nie wiem ,czy jest jeszcze tą osobą, w której się zakochałam.
- Rozumiem. Ale powinnaś być szczera. Lepiej by dowiedział się od Ciebie, niż od kogoś innego.
- Tak, wiem. Pogadam z nim jutro. - uśmiechnęłam się lekko.
- To dobrze. Trzymaj się. Muszę lecieć. - pożegnała się i wyszła, a ja położyłam się na łóżku w myślach porównując Erica i Jasona.
Gdy usłyszałam klakson samochodu, poczułam jak serce szybko bije mi w piersi. Cholera. Wzięłam kilka głębokich wdechów i zeszłam na dół. Uśmiechnęłam się lekko do Jasona i wsiadłam do samochodu.
- Więc ? - spytałam po chwili. Spojrzał na mnie, uśmiechając się szeroko.
- Więc co ?
- Więc, po co miałam przyjść szybciej ?
- No wiesz, miałem nadzieję, że się za mną stęskniłaś, ale nie chciałaś prosić o szybsze spotkanie, bo się wstydziłaś.
- Serio ? A to przypadkiem Ty nie tęskniłeś ?
- Za Tobą ? Oczywiście, że tak. - słysząc jego słowa, roześmiałam się.
- Skoro tak. To wszystko wyjaśnia. - odpowiedziałam i zamilkliśmy na kilkanaście minut.
- Jason ... - przerwałam ciszę, spoglądając na chłopaka.
- Tak ?
- Dziękuję Ci.
- Za co ?
- Za to, że w domu potraktowałam Cię okropnie, a Ty za to zabierasz mnie na koncert.
- Nie ma sprawy. Przyzwyczaiłem się. - odpowiedział, uśmiechając się szeroko.
- Słucham ?
- Spokojnie, to żart. Miałaś w sumie rację. Też bym się wkurzył na Twoim miejscu. Zdradziłem się i nagle pojawiam się na Twoim progu. To ja jestem dupkiem, bo wpuściłem wtedy Ninę do domu.
- Myślisz, że jakby ... tamto się nie wydarzyło to ...
- To byłabyś teraz z Eric'em ? - przerwał mi i na na krótki moment spojrzał mi w oczy, jednak potem musiał spojrzeć na drogę. - Nie, nie sądzę. Byliśmy naprawdę dobrą parą.
- Tak ... byliśmy. - powtórzyłam cicho i spojrzałam przez okno. Nie wiedziałam, czy chciałam by tamto nigdy się nie zdarzyło. Wtedy nie byłabym z Eric'em. Ale za to miałabym Jasona. Pokręciłam lekko głową, zakłopotana. Jason spojrzał na mnie, uśmiechając się.
- Sentymentalnie.
- Taa ...
- Eric wie, że jedziesz ze mną ?
- No coś Ty. Nie pozwolił by na to.
- Okłamałaś swojego chłopaka ? - udał niedowierzanie.
- Nie okłamałam. - oburzyłam się - tylko ... nie powiedziałam mu całej prawy.
- Na tym polega kłamstwo, skarbie.
- Skoro tak twierdzisz. - westchnęłam, a Jason zatrzymał samochód przed jakimś lasem.
- Co do ... ?
- Chodź. - powiedział cicho i wysiadł z samochodu. Chcąc nie chcąc, musiałam zrobić to samo.
- Gdzie idziemy ? - spytałam, wpatrzona w plecy chłopaka. Jason odwrócił się, czekając na mnie.
- Zobaczysz. Niespodzianka.
- Jason !
- O co chodzi ? Lubisz niespodzianki.
- Tak, ale ... las ?
- Ojj, daj spokój. Chodź. - wywróciłam oczami, ale nic nie odpowiedziałam.
Jakieś dwadzieścia minut później, zauważyłam, że drzewa rosną coraz rzadziej. W lesie panował już pół mrok, jednak zdawało mi, że kiedyś już tu byłam. W końcu drzewa się rozstąpiły, a ja stanęłam na skraju polany, pośrodku której znajdowało się niewielkie jeziorko. Od razu rozpoznałam to miejsce. To tutaj Jason powiedział mi po raz pierwszy, że mnie kocha i tu pierwszy raz się pocałowaliśmy.
- Jason, wow ... - powiedziałam cicho. Szczerze mówiąc, nie miałam pojęcia, co jeszcze mogę rzec.
- Wiem, że między nami wszystko skończone, ale ... chciałem byś pamiętała to miejsce. - szepnął, stając obok mnie. Poczułam jak po policzkach spływają mi łzy. Tęskniłam za moim dawnym życiem.
- Usiądźmy. - powiedział chłopak, kciukiem ścierając mi łzę z policzka. Uśmiechnęłam się lekko i usiadłam na jednym z kamieni, które znajdowały się na brzegu jeziora.
- Alison ... - powiedział cicho i podszedł do mnie. Podniosłam na niego wzrok i lekko pokręciłam głową.
- Nic nie mów. - szepnęłam, a on po prostu usiadł na kamieniu obok.
- To miejsce ...- przerwałam w końcu ciszę.
- Na zawsze będzie nasze. - wszedł mi w słowo i uśmiechnął się lekko, sięgając po moją dłoń. Nie miałam nic przeciwko, przeciwnie, jego dotyk działał na mnie jak ukojenie.
- Tak ... Jason, dlaczego ... wtedy mi wszystkiego nie wyjaśniłeś ? Dlaczego do mnie nie przyszedłeś ? - spytałam cicho. Nie musiałam mówić o co chodzi, on wiedział.
- Bo ... bo wiedziałem, że nie będziesz mnie słuchać. Poza tym ... miałem do siebie żal, nie chciałem zrobić niczego głupiego ... Kochasz go ? - spytał, zmieniając temat. Spuściłam wzrok, wpatrując się w jezioro.
- Szczerze ? Kochałam. On był przy mnie, jak byłam w rozsypce. Ale teraz wszystko się zmieniło. Treningi zabierają cały jego czas. - Jason tylko pokiwał głową i nie powiedział nic więcej. Spojrzał na zegarek i wstał.
- Idziemy już ? - spytałam, zdziwiona. Uśmiechnął się szeroko.
- Siedzimy tu już prawie godzinę. Koncert już się zaczął. Chodź. - odpowiedział i ruszyliśmy przed siebie, nadal trzymając się za dłonie.


Następny ! ;D. 
Mam jakiś  przypływ weny, czy coś i postanowiłam to wykorzystać ;p
Mam nadzieję, że rozdział się Wam podoba.
Do napisania ;* 

poniedziałek, 28 maja 2012

II. skoro pisałyście o mnie, to mogłaś chociaż zakryć kartkę.

-Co Ty tu robisz ?! - krzyknęłam, stając przed Jasonem.
- Wybacz, że Cię nachodzę, skarbie, ale ... - no tak ... kiedyś zwracał się do mnie tylko w ten sposób ... tyle czasu spędziliśmy razem.
- Nie jestem Twoim skarbem.- oznajmiłam, łamiącym się głosem.
- Okej. Jak wolisz, ale błagam Cię ... posłuchaj co mam Ci do powiedzenia.
- Cały czas słucham. I jak na razie to ta rozmowa prowadzi donikąd.
- Jak będziesz mi cały czas przerywać, to na pewno nie powiem tego co chcę.
- Dobra, dobra. Już jestem cicho.
- Super. Więc zacznę od tego ... chcę byś mi wybaczyła, naprawdę. Może nie wrócisz do mnie, ale ...
- Może ?! Na pewno nie wrócę. Jason, zdradziłeś mnie! - krzyknęłam, a on ... uśmiechnął się.
- Miałaś mi nie przerywać, skarbie.
- wybacz. - powiedziałam najbardziej zjadliwym tonem na jaki było mnie stać. Jason udawał jednak, że tego nie zauważył.
- No ... to słuchaj. Tamtego dnia, to ... Nina przyszła do mnie, jakby nigdy nic. Powiedziała, że zerwał z nią chłopak, była w rozsypce. Dobrze wiesz, że to były czasy kiedy się przyjaźniłyście, więc ... chciałem ją pocieszyć, przytulić a ona ... no, rzuciła się na mnie.
- I mam w to uwierzyć ?
- To prawda.
- Którą mówisz mi po pół roku! Cholera, minęło pół roku!
- Wiem, ale ... po tamtym ... widziałem jak przeze mnie cierpisz. Nie chciałaś mnie słuchać, a ja ... nie mogłem sobie wybaczyć, że to przeze mnie. Więc wyjechałem.
- Aaa, i nagle sobie o mnie przypomniałeś i postanowiłeś wrócić ? Słodko. - powiedziałam sarkastycznie, hardo wpatrując mu się w oczy. Zobaczyłam, że tym co powiedziałam go zraniłam.
- Alison ...
- Nie. Nie, Jason. Nie wiem po co wróciłeś, ale ... jak dla mnie możesz wyjechać znowu. To wszystko co nas łączyło ... to koniec.
- Cholera, Ali. Znamy się tyle lat, chcesz to skreślić ?
- Zdradziłeś mnie z moją przyjaciółką!
- To był największy błąd mojego życia.
- Wyjdź. - szepnęłam. Jason osłupiał i wpatrywał się tylko we mnie. Po chwili jednak odwrócił się i wyszedł.

Gdy się obudziłam, poczułam się jeszcze gorzej niż wczoraj. Skoro Jason wrócił, najprawdopodobniej  wróci do szkoły. Będę go widywać codziennie. Cholera. Poczułam, że nie mam ochoty dzisiaj wcale a wcale wstawać z łóżka.
- Dasz radę, skarbie. - mruknęłam do siebie i wymusiłam uśmiech, jednak potem uświadomiłam sobie co powiedziałam. - widzisz, nawet mówisz jak on. Nie dobrze z Tobą. - powiedziałam i wstałam z łóżka. Spojrzałam w lustro. Moje włosy dosłownie sterczały w każdą stronę. Świetnie. Nie miałam czasu na mycie, więc tylko chwyciłam prostownicę, mając nadzieję, że to wystarczy.
 W końcu już nie mogłam czekać i musiałam wyjść do szkoły. Super. Czas stawić czoła Jasonowi. Jęknęłam cicho i ruszyłam ku drzwiom. Jednak za nimi czekała mnie miła niespodzianka.
- Eric ! - uśmiechnęłam się nieco sztucznie, przytulając chłopaka.
- przepraszam. - powiedział cicho.
- okej. Nie gniewam się.- oznajmiłam, nie do końca zgodnie z prawdą. No, ale ... lepiej mieć przy sobie dzisiaj Erica.
Gdy dotarliśmy do szkoły, niestety musieliśmy się rozejść do klas. Pierwszą lekcję, matematykę, mieliśmy osobno. Gdy tylko weszłam do gabinetu matematycznego, poczułam jak resztki humoru mnie opuszczają.
- To moje miejsce. - powiedziałam ostrym tonem, stając przed Jasonem. Chłopak bez słowa przesunął się na krzesło obok.
- A to miejsce Tashy.
- Ale jej tu nie ma. No coś Ty, czyżbyś się mnie bała? - oznajmił, obdarzając mnie uśmiechem, który tak niegdyś kochałam. Odchrząknęłam.
- Ciebie? Nie ma mowy.
- Świetnie. W takim razie nie sądzę, by Tash miała coś przeciwko, bym tu siedział. - wywróciłam oczami i chciałam coś odpowiedzieć, ale nie zdążyłam bo wszedł nauczyciel, a zaraz za nim moja przyjaciółka. Spojrzała ze zdziwieniem na mnie i Jasona, no co tylko wzruszyłam ramionami. Tash podniosła brwi, i nic nie mówiąc zajęła miejsce za nami.
Niecało dziesięć minut później poczułam lekkie stukanie w plecy. Odwróciłam się i odebrałam od Tashy złożoną na pół kartkę z zeszytu. Rozłożyłam ją.
Jason ? Serio ? 
Wrócił, nie mam pojęcia czemu.
Ah tak ?
Błagam Cię, daj spokój. Był wczoraj u mnie. Później Ci wszystko opowiem.
Później, czyli kiedy? 
Później. Na lunchu. 
Trzymam Cię za słowo, Skarbie. - widząc ostatnie słowo, wywróciłam oczami. Wiedziałam, że napisała  to specjalnie. Jason natomiast wpatrywał się we mnie, wysoko unosząc brwi.
- No co ?
- Nic, nic. Tylko wiesz ... skoro pisałyście o mnie, to mogłaś chociaż zakryć kartkę. - na szczęście uratował mnie dzwonek. Szybko zabrałam swoje rzeczy i wyszłam z klasy. Nie uszłam nawet dziesięciu kroków, a dogonił mnie Eric.
- Spotkamy się dzisiaj ?
- Eric, chcesz pobić rekord wystawiania mnie ? - spytałam, przystając. Chłopak spojrzał na mnie zaskoczony.
- O czym Ty mówisz?
- A co, nie masz dzisiaj treningu ?
- Ty znowu o tym ... Chciałem się spotkać przed treningiem.
- Przed. Super. Czyli co, mam do Ciebie wpaść na dziesięć, czy dwadzieścia minut ? - nie miałam pojęcia, czemu wyżywałam się na Ericu. To na Jasona byłam wściekła, ale już zaczęłam i teraz nie mogłam się zatrzymać. Musiałam się wyładować.
- Cholera, Alison. Od kiedy jesteś taka?
- Jaka ?
- To przez Jasona, tak? Wrócił i Ty ...
- Cholera, co on ma do tego ? Eric, ja nic do niego nie czuję.
- Okej. Wierzę Ci. - powiedział, uśmiechając się. Przytulił mnie lekko, a ja złożyłam głowę na jego ramieniu.
- Wybaczcie, że przerywam tę romantyczną scenę, ale muszę porwać Julię, Romeo. - usłyszałam i jęknęłam.
- Jason, daj spokój ...
- Chodź ze mną. To ważne.
- Już. - wywróciłam oczami i rzuciłam Ericowi przepraszające spojrzenie, po czym ruszyłam za Jasonem.
- Więc ? - spytałam chwilę potem.
- Odbiło Ci ? Eric, serio ?
- Będziesz teraz robił za moją matkę, czy powiesz mi o co chodzi ?
- Dooobra, poddaję się. Pamiętasz Twoje marzenie sprzed roku ?
- Które ?
- No dobra. Mam dwa bilety na koncert Paramore. Oczywiście jeżeli byś chciała ze mną pójść to ... - otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia. Kiedyś naprawdę marzyłam o ich koncercie.
- Zabierzesz mnie ?
- Jeżeli chcesz ...
- Tak, tak ... dziękuję ! - krzyknęłam i ... rzuciłam się Jasonowi na szyję. To był odruch, a ja nie byłam już ani trochę zakłopotana.


No i jest kolejny ;D. Mam nadzieję, że się Wam  podoba ;).
Przepraszam za błędy i do napisania ! ;* 

sobota, 19 maja 2012

I. Jak odejdziesz od mojej lodówki, to zdążymy.

Nie. Niemożliwe. Wybiegłam z domu Jasona najszybciej jak byłam w stanie.
- Alison, poczekaj! - usłyszałam. Spojrzałam na Jasona, w oczach miałam łzy.
- Jason ... - szepnęłam. - dlaczego ?
- To nie tak, proszę Cię ...
- A jak ?! Nie jestem ślepa.
- To ona ... - zaczął. Poczułam jak wszystko się we mnie gotuje. Jak może teraz wszystko zwalać na Ninę ? Jak na złość moja przyjaciółka pojawiła się w drzwiach.
- Alison! - krzyknęła i podeszła do nas. - tak mi cholernie przykro. To ... tak wyszło.
- Tak wyszło ?!- krzyknęłam, patrząc na dziewczynę. - Tak wyszło, że obściskiwałaś się z moim chłopakiem !
- Przepraszam. - wymamrotała tylko i ruszyła do swojego domu. Spojrzałam na chłopaka.
- Zadowolony ? - syknęłam.
- posłuchaj mnie ...
- Nie. Nie mam zamiaru. Nic co powiesz niczego nie zmieni, a nie chcę czuć się jeszcze gorzej niż teraz. - szepnęłam.
- Błagam Cię, dobrze wiesz, że Nina to szmata. I zrobi wszystko by ...
- Nie mów tak o niej.
- A co sama o niej sądzisz ? Dobrze wiesz, że mam rację. Tak, to szmata i właśnie weszła pomiędzy nas.
- A Ty ? Kim jesteś ? - spytałam, patrząc mu w oczy, po czym odwróciłam się i odeszłam.

6 miesięcy później

- Więc ? - spytałam, patrząc nagląco na moją najlepszą przyjaciółkę, Natashę. Siedziałam na jej łóżku, a ona stała przed szafą nie mogąc się zdecydować w co się ubrać. Spojrzałam na zegarek. 7:30. Spóźnimy się do szkoły. Znowu.
- Więc co ? - usłyszałam jej przesłodzony głos.
- Tash !
- Okej. Okej. Niech Ci będzie. - powiedziała i teatralnie przewróciła oczami.
- Nina.
- Co z nią ? - pytałam ostrym tonem. Nie lubiłam rozmów o byłej koleżance. No dobra. Byłej przyjaciółce. No, ale jakby nie było, to ja zaczęłam tę rozmowę.
- Chce się dostać na naszą imprezę.
- Nina ? Czemu ? - spytałam zdezorientowana.
- Bo ... będzie Eric. - wywróciłam oczami, słysząc słowa przyjaciółki. Czy takie rzeczy, że twój największy wróg leci na Twojego chłopaka nie powinny dziać się tylko w tych kiepskich komediach romantycznych ?
- Świetnie. - mruknęłam.
- A propos Erica ... mówiłam Ci jaką jesteś szczęściarą, że masz ...
- Tak, tylko jakieś dwieście razy. Jeszcze trochę, to zacznę myśleć, że chcesz mi odbić chłopaka. - odparłam, nieco rozbawiona.
- Nie zrobiłabym tego, przecież wiesz. No, ale jakby się okazało, że ma brata, to bardzo chętnie. = powiedziała i wyjęła z szafy niebieski top. Nareszcie!
- Ubieraj się. - rzuciłam i zeszłam do kuchni. Z Tashą znałam się od dziecka, więc czułam się u niej jak w domu. Otworzyłam lodówkę i wyjęłam karton soku.Gdy moja przyjaciółka w końcu zeszła, zdążyłam już wypić szklankę soku.
- Kolejne spóźnienie, panno Evans. - powiedziałam poważnie.
- Jeszcze nie. Jak odejdziesz od mojej lodówki, to zdążymy. - oznajmiła i wypchnęła mnie z domu.


Po pierwszej lekcji byłam jedną z pierwszych, którzy opuścili klasę. Podeszłam do szafki, wzięłam książki i powlokłam się do następnej sali, gdy poczułam jak ktoś otacza mnie ramieniem.
- Eric. - powiedziałam, patrząc z uśmiechem na mojego chłopaka.Był ucieleśnieniem moich marzeń, nie to co ... Jason. na wspomnienie o byłym chłopaku, poczułam jak coś we mnie zamiera. Przestań o nim myśleć, skarciłam się w myślach, przecież masz Erica. Jason nie może się z nim równać. Tak, właśnie tak. Spojrzałam na chłopaka.
- Dzisiaj, 16. U mnie. - powiedział, uśmiechając się szeroko.
- Okej. - zgodziłam się w momencie, gdy zadzwonił dzwonek. Pocałowałam delikatnie Erica. - Do zobaczenia. - szepnęłam i poszłam na lekcję.

16 nadeszła bardzo szybko. Uśmiechnęłam się do siebie, gdy wchodziłam do domu Erica.
- hej, kochanie. - usłyszałam za sobą. Szybko się odwróciłam.
- Hej - odpowiedziałam i znalazłam się w jego ramionach.
- Niestety, mam trening ... - na te słowa cała się spięłam. Znowu ?! - Pójdziesz ze mną ? - spojrzałam na niego z niedowierzaniem. Ten wieczór mieliśmy spędzić sami. Sami, a nie z całą drużyną.
- Nie mogłeś wcześniej powiedzieć ? Bym nie marnowała czasu na przychodzenie tu. - niemal syknęłam.
- Przed chwilą się dowiedziałem. Naprawdę przed chwilą.
- Jasne. - mruknęłam.
- Alison, proszę.
- O co ? Nie pierwszy raz trening jest ważniejszy od nas !
- Dobrze wiesz, że piła jest moim życiem !
- Tak, i to dokładnie. Eric, ostatnio więcej czasu spędzasz na boisku niż ze mną.
- Mamy mistrzostwa !
- No i teraz są najważniejsze. Tak jak miesiąc temu. Cały czas są jakieś mecze, mistrzostwa.
- Piła jest moim życiem ... - powtórzył.
- A ja czym jestem ? Dodatkiem ?
- To nie tak, ale ...
- Ale trening. Okej, rozumiem. Zapomnij. Do jutra.- pokręciłam głową i wyszłam z domu Erica. Miałam nadzieję, że mnie zawoła, przytuli, zapewni, że mu na mnie zależy, że mnie kocha. Nie zrobił tego. Poszedł na trening. Tu nie chodziło o to, że miałam coś przeciwko temu, że był w kapitanem drużyny. Ale kiedyś ... było inaczej. Zawsze miał dla mnie czas. teraz dużo się zmieniło. Liczyły się tylko treningi. Zastanowiłam się, co jeszcze czuję do Erica. Czy go jeszcze kochałam ? Niestety, nie wiedziałam. Wiedziałam natomiast, że nie jest już tym samym chłopakiem w którym zakochałam się kilka tygodni temu. Wzdrygnęłam się, gdy usłyszałam dzwonek telefonu.
- Tasha ? - powiedziałam do słuchawki.
- Hej, przepraszam, że przeszkadzam w randce, ale ...
- Nie przejmuj się. - przerwałam jej. - mam cały wolny wieczór.
- Co się stało ?
- Trening.
- Oł .
- Yhy. Więc, o co chodzi ?
- Mam problem z menu na imprezę. - uśmiechnęłam się lekko, słysząc jej słowa. W sobotę organizujemy imprezę. Wielkie wydarzenie w szkole i tak dalej ... - Wpadnę do Ciebie i wszystko obgadamy. Co Ty na to ?
- Super. - odpowiedziała i się rozłączyła.
Oczywiście, gdy tylko znalazłam się u Tashy, musiałam najpierw opowiedzieć jej o kłótni z Eric'em i to ze szczegółami. Dopiero po godzinie zabrałyśmy się za dobór menu. Nie była nam jednak była długa praca. Dostałam SMS'a w którego wpatrywałam się z niedowierzaniem. Co do cholery ?! Jeszcze raz przeczytałam treść wiadomości : Długo jeszcze mam tkwić pod Twoim domem, czy w końcu przyjdziesz ? I podpis. Jason.




No i jest :D. Pierwszy rozdział nowego opowiadania ;).
Mam nadzieję, że się Wam spodoba. Przepraszam za błędy! 
Do napisania ;*

środa, 16 maja 2012

Nowa historia.

Cześć ;). Doszłam do wniosku, że nie ma sensu kontynuować tego odpowiadania. Jestem w trakcie pisania czegoś innego, mam nadzieję, że się Wam spodoba ;). Pierwszy rozdział dodam pod koniec tego tygodnia lub na początku następnego. 
                                                 Do napisania !  :D.