niedziela, 17 czerwca 2012

VI.Tak wcześnie byłaś u kolegi ?

Obudził mnie nagle ból głowy. Jęknęłam cicho, otwierając oczy, jednak niemal od razu je zamknęłam. Światło mnie niesamowicie raziło. Poza tym ... gdzie ja w ogóle byłam ? Ponownie otworzyłam oczy, tym razem było nieco lepiej. Pokój Jasona ? Cholera. Powoli przypominałam sobie urywki wczorajszego wieczoru. Powoli odwróciłam głowę, nawet taka czynność sprawiła mi ból. Pościel obok mnie była pognieciona, jakby ktoś dopiero co wstał. A co jeśli ... ? Nie, to niemożliwe. Nie ma mowy. Westchnęłam ciężko i powoli wstałam z łóżka. Spojrzałam w dół. Miałam na sobie tylko koszulkę Jasona, sięgającą mi do połowy ud. Ruszyłam do kuchni, jednak niestety by tam dotrzeć, musiałam zejść po schodach. Krzywiłam się przy każdym stopniu, a ból głowy ciągle się nasilał. No cóż, trzeba  było tyle nie pić. Jak na złość przypomniałam sobie czemu to zrobiłam. Świetnie. Odsunęłam od siebie ponure myśli, będzie na nie czas, jak już będę się lepiej czuła.
W końcu dotarłam do kuchni. Zgodnie z moimi oczekiwaniami, spotkałam tam Jasona. Gdy tylko mnie zauważył, uśmiechnął się szeroko.
- Hej, śpiochu. - usłyszałam.
- Mów do mnie jeszcze - wymruczałam i zajęłam miejsce przy stole, a chłopak postawił przede mną talerz z kanapkami.
- Jak się czujesz ? - spytałam, wrzucając tabletkę aspiryny do szklanki z wodą, po czym szklankę także postawił przede mną.
- Dzięki. Czuję się okropnie, miło, że pytasz. A właściwie, to czemu nikogo nie ma w domu ?
- Wiesz ... - powiedział cicho, zajmując miejsce przede mną - przez ostatnie kilka miesięcy mieszkaliśmy na farmie. Tam, gdzie kiedyś byliśmy na wakacjach ... W każdym razie, babcia zachorowała i musieliśmy tam się wyprowadzić - dobrze pamiętałam babcię Jasona i Paula, brata chłopaka. Była naprawdę miłą staruszką, lubiłam ją. Ale ... cóż, Jason i farma ? Szczerze, to nie wyobrażałam go sobie dojącego krowy, czy co tam jeszcze robił. On potrzebował adrenaliny, rozrywki. Nie był typem chłopaka, który umiał spokojnie usiedzieć w jednym miejscu, przez co często brał udział w bójkach.
- Więc ... Twoja babcia zachorowała zaraz po tym jak zerwaliśmy ? - spytałam szeptem.
= Tak ... do dlatego nie wróciłem wcześniej. Babci polepszyło się dopiero niedawno. Ale tata i Paul ciągle tam są, tak na wszelki wypadek.
- Więc dlaczego Ty tu wróciłeś ? - po wypiciu aspiryny czułam się już o wiele lepiej. Ból przerodził się teraz w delikatne pulsowanie z tyłu głosy.
- Miałem dość farmy. No i Ty tu jesteś.
- Jason ....
- Taa, wiem. Eric.
- Chyba Nina, nie sądzisz?
- Tłumaczyłem Ci już ... chyba nie chcesz się znowu o to kłócić ?
- Nie, skądże. - Idę się ubrać. - rzuciłam i już mnie nie było. Imię Erica spowodowało przypływ złości. Zamknęłam się w łazience, ubrałam i przywróciłam porządek z włosami, gdy usłyszałam pukanie do drzwi.
- Ali ? Twój telefon wibruje od jakiś dziesięciu minut. - wywróciłam oczami, słysząc głos Jasona i wyszłam z łazienki. Chłopak bez słowa podał mi aparat. Spojrzałam na wyświetlacz. Cztery wiadomości i dziewięć nieodebranych połączeń : sześć od Tashy i trzy od Erica. Wyświetliłam SMS'y. Pierwszy był od mojej przyjaciółki. Gdzie do cholery jesteś ? Następne dwie były podobnej treści. Ostatnia była od Erica. Musimy pogadać. Jutro o 18 w parku.. Westchnęłam cicho i rzuciłam komórkę na łóżko Jasona, po czym podeszłam do okna wychodzącego na ogród. Trudno było nie zauważyć, że przez pewien czas dom stał opuszczony.
- Wczoraj zadzwoniłem do Twojej mamy i powiedziałem, że źle się poczułam i że zabieram Cię do siebie. - usłyszałam za sobą. Skinęłam głową na znak, że rozumiem.
- Dzięki.
- Coś nie tak ? - spytał. Odwróciłam się. Stał bliżej niż przypuszczałam.
- Wszystko okej . - szepnęłam, chcąc go wyminąć. Ten jednak położył mi  dłonie na biodrach, uniemożliwiając mi to.
- Masz mnie za idiotę ? Znam Cię od dziecka i wiem kiedy coś jest nie tak.
- To nic takiego. Po prostu ... Eric.
- Idealny chłopak nie jest taki idealny ? - zakpił. - no dobra. Co zrobił ?
- Musisz o nim mówić w ten sposób ?
- Jaki ?
- Jakby był skończonym dupkiem.
- A nie jest ?
- Nie bardziej niż Ty.
- Jesteś tego pewna ?
- Cholera, Jason ! To Ty zostawiłeś mnie tu samą na pół roku !
- Teraz wróciłem.
- No i co ? Teraz wszystko się zmieniło ! Ja się zmieniłam !
- Właśnie widzę. Nie byłaś taka.
- Jaka ?
- Bronisz dupka !
- Przypominam Ci, że to Ty, a nie on, zdradziłeś mnie z moją przyjaciółką ! - krzyknęłam, kładąc nacisk na ostatnie słowo.
- Bo teraz Twoją najlepszą przyjaciółką jest Tash ! A ona nie jest taką dziwką jak Nina !
- Jasne. To wina Niny, że ją całowałeś ?
- Ona też tu zawiniła ...
- Nie bardziej niż Ty.
- Kurwa, Ali ! Tłumaczyłem Ci to już !
- Najwidoczniej Ci nie wierzę. Wiesz, jeżeli wróciłeś tutaj tylko po to by mi się wytłumaczyć, możesz wracać na farmę. Nie obchodzi mnie co masz do powiedzenia. - powiedziałam i wybiegłam z domu. Od razu pożałowałam moich słów. Cholera, byłam zła na Erica i wyżyłam się na Jasonie. Ale nie miałam odwagi by tam wrócić. Nie po tym co mu powiedziałam.Włożyłam dłoń do kieszeni, chcąc wyciągnąć komórkę, ale kieszeń była pusta. Świetnie, zostawiłam telefon u Jasona ... Świetny początek dnia, pomyślałam z przekąsem.
Gdy doszłam do domu, mamy nie było. Podeszłam do telefonu domowego i wykręciłam numer Diany. po trzecim sygnale odebrał Josh.
- Słucham ?
- Hej, szwagrze.
- Alison ? Co się stało ? Ukradli Ci telefon ?
- Zostawiłam go u kolegi. Jest tam Diana ?
- Kolegi ? Tak wcześnie byłaś u kolegi ? Czy spędziłeś u niego noc ?
- Josh !
- Co ?
- Mogę pogadać z siostrą ?
- Skoro musisz ... - uśmiechnęłam się szeroko, a po chwili usłyszałam w słuchawce głos siostry.
- Ali ?
- Hej. Możesz wpaść ?
- Stało się coś ?
- Właśnie tego nie wiem.
- Okej. Daj mi pół godziny.
- Dzięki. - powiedziałam i odłożyłam słuchawkę jednak po chwili ponownie ją podniosłam.
- Co ?
- Ciebie też miło słyszeć. Chwila, masz ten numer ?
- Nie. Nie wiedziałam, że Ty to Ty.
- Witasz się tak z każdym ? - spytałam rozbawiona.
- Tylko z obcymi. A Ty jesteś już martwa. Zabiję Cię.
- Jasne. A może dasz mi się wytłumaczyć ?
- Słucham .
- Byłam w Jasona.
- Boże, całą noc ?! Czy wy ... ?
- Nie mam pojęcia. Byłam pijana.
- On też ?
- Nie.
- To nie możesz zapytać ?
- No właśnie nie. Pokłóciliśmy się.
- Znowu ? O co ?
- Powiem Ci w szkole. To nie jest rozmowa na telefon.
- Okej. Do zobaczenia. - rozłączyłam się i po chwili wykręciłam numer Erica.
- Słucham ?
- To ja.
- Alison ? Gdzie byłaś ?
- Spokojnie. Chciałam tylko powiedzieć, że wszystko okej. Rano zobaczyłam, że zgubiłam telefon na imprezie. - nie miałam pojęcia, czemu go okłamałam. - dzwoniłeś ?
- taa. Martwiłem się.
- Jasne. Do zobaczenia w szkole ?
- Yhy. Pa. - odłożyłam słuchawkę i oparłam się o ścianę. Najwidoczniej to, co chciał mi powiedzieć rano, nie było aż takie ważne, jak wynikało z jego SMS'a. Cholera, co się z nami działo ? Same tajemnice, kłamstwa. Czy nasz związek jeszcze istniał, czy już był tylko fikcją ?

No i kolejny ;).
Mam nadzieję, że się Wam podoba.
Przepraszam za błędy i do napisania :D.

środa, 13 czerwca 2012

V.Nadal ze mną rozmawiasz.

Około 18 do klubu zaczęli przychodzić pierwsi goście. Zaprosiłyśmy tylko część szkoły taka ,, impreza dla elity " . Uśmiechnęłam się szeroko do Erica, gdy ten znalazł się koło mnie.
- Hej. - usłyszałam jego głos, gdy mnie przytulił.  Spojrzałam na niego z wyrzutem i nachyliłam się tak, by słyszał dokładnie co do niego mówię.Impreza rozpoczęła się na dobre, więc naprawdę trudno było spokojnie porozmawiać.
- Gdzie byłeś ? Dzwoniłam do Ciebie ze sto razy! - krzyknęłam. Eric skrzywił się lekko, po czym na jego twarzy pojawił się łobuzerski uśmiech.
- Zostawiłem komórkę w domu i poszedłem na trening, mamo. - odrzekł żartobliwie. Jednak coś w jego tonie, a może w wyrazie twarzy sprawiło, że coś mówiło mi, że chłopak kłamie.
- Skoro tak mówisz. - wzruszyłam ramionami i uśmiechnęłam się sztucznie. - muszę znaleźć Tashę. - dodałam, przybierając ponury wyraz twarzy i wyminęłam chłopaka, idąc w stronę zaplecza. Gdy już tam dotarłam, oparłam się o ścianę, biorąc kilka głębokich wdechów. Dlaczego nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że Eric kłamał mi prosto w oczy ? Westchnęłam po raz ostatni i ponownie pojawiłam się na sali, uważnie się rozglądając. Oczywiście nie brakowało alkoholu, a po niektórych było to widać. W końcu zauważyłam osobę, której szukałam. Uśmiechnęłam się lekko i podeszłam do ściany, pod którą stał owy chłopak.
- Chris, jak się bawisz ? - zagadałam. Chris to jeden z bliższych kolegów Erica. Lubiłam go. Zawsze postępował tak jak dyktowało mu sumienie, a nie ktoś inny.
- Świetna impreza.
- I dlatego podpierasz ścianę ? - opowiedziałam rozbawiona. Chris spojrzał na mnie z błyszczącymi oczami.
- I tu mnie masz. - odpowiedział, przekrzykując DJ'a, który właśnie ogłaszał dedykacje.
- Jasne. Jak tam dzisiejszy trening ? - spytałam niby od niechcenia. Poczułam się z tym naprawdę źle. Powinnam bardziej ufać własnemu chłopakowi. Jednak intuicja podpowiadała mi, że Eric kłamał ... a ja nie chciałam być oszukiwana. Głośna muzyka znów zaczęła grać, a Chris spojrzał na mnie, podnosząc brwi.
- Alison, piłaś ? W sobotę nigdy nie mamy treningów. - słysząc jego słowa udałam, że uśmiecham się szeroko. Kurcze, byłam w tym naprawdę dobra. Umiałam udawać. Nawet nie wiedziałam, kiedy nabyłam tę umiejętność. Kiedyś wydawało mi się, że jestem słabym kłamcą, a tu proszę.
- Ah, no tak. Wydawało mi się, że Eric coś mówił o treningu. No, ale jest taki hałas, że pewnie źle zrozumiałam. A teraz muszę Cię przeprosić. - przecisnęłam się obok chłopaka. Czułam się okropnie. Właśnie szpiegowałam Erica, a na dodatek okazało się, że moje podejrzenia są słuszne. Nie wiedząc co ze sobą zrobić, znów poszłam na zaplecze. Tam usiadłam na kilku skrzynkach, ustawionych na siebie. Obok zauważyłam zapas wódki na imprezę. Chwyciłam jedną z nich.
Poczułam, że ktoś łapie mnie za ramiona. Uniosłam wzrok. Jason.
- Hej, skarbie. - mruknęłam. Zupełnie nie panowałam nad tym co mówię. Czy ja właśnie nazwałam Jasona skarbem ? Przecież to Eric jest moim chłopakiem ! Eric. Jęknęłam cicho.
- Wypiłaś całą butelkę ? Sama ?- usłyszałam. Spojrzałam na Jasona i posłusznie pokręciłam głową. Zaklął, a ja zachichotałam.
- Co ? - spytał, wywracając oczami.
- Co co ? - spytałam z miną niewiniątka.
- Z czego się śmiejesz ?
- Z Ciebie. - oznajmiłam i wyciągnęłam rękę, totalnie rozwalając mu fryzurę.
- Jesteś pijana. - stwierdził. Pokręciłam głową.
- A owszem. A wiesz dlaczego ? Bo mój chłopak to dupek. Ale wiesz co ? Nie obchodzi mnie to już.
- Nie ?
- Nie.
- Yhym. Idziemy. - powiedział, chwytając mnie za ramię.
- Dokąd ?
- Do domu.
- Nie chcę.
- Ale ja chcę.
- Chcesz iść ze mną domu ?
- Muszę Cię tam zaprowadzić.
- Ale ja nie chcę.
- Ale ja tak.
- Będę krzyczeć. - oznajmiłam, gdy już wyprowadził mnie z klubu.
- Proszę bardzo.
- Okej. - powiedziałam i rozejrzałam się. Nie było już za wiele ludzi na ulicy. No cóż. - Gwałciciel ! - zaczęłam się drzeć, a Jason zakrył mi usta dłonią.
- Przepraszam. Upiła się, ma chłopaka dupka. - oznajmił, do ludzi, którzy zaczęli się na nas krzywo patrzeć.
- On nie jest dupkiem !
- Sama tak mówiłaś.
- Ja mogę.
- A ja nie ?
- Nie. To ja jestem jego dziewczyną, nie Ty.
- Jesteś tego pewna ?
- Że nie jesteś dziewczyną ? Tak, raczej tak. - odpowiedziałam, a Jason się roześmiał.
- Skoro tak.
- Co znowu ?
- Co ?
- Śmiejesz się ze mnie.
- Wiesz ... jak jesteś pijana, to jesteś zabawna.
- A na trzeźwo to nie ?
- Mniej, skarbie.
- Dzięki. - powiedziałam z przekąsem i skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej.- Nie rozmawiam z Tobą. - oznajmiłam.
- Nie ?
- Nie.
- Właśnie się odzywasz.
- Już nie.
- Alison ?
- Co ?
- Nadal ze mną rozmawiasz. - odpowiedział, zanosząc się śmiechem. Wywróciłam oczami.
- Daleko jeszcze ?
- Tak. Idziemy do mnie.
- Co, czemu ?
- Chcesz by Twoja mam zobaczyła Cię w tym stanie ? I to u mojego boku ? Zabiłaby mnie.
- I tak Cię nie lubi.
- Nie prawda, uwielbia mnie.
- Myśl tak dalej...
- Alison ?
- Co chcesz ?
- Miła jesteś.
- Tak, wiem. No więc, czego ?
- jesteś męcząca.
- Dziękuję, ja Cię też.
- Taaak ?
- Wiesz, że jestem pijana i nie wiem co mówię, prawda ?
- Człowiek po pijaku jest najszczerszy.
- Jak tam chcesz.  - oznajmiłam, wywracając oczami. Doszliśmy już do domu Jasona.
- Jesteś sam ? - spytałam, nieco zdezorientowana.
- Taa. Myślisz, że bym Cię tu przyprowadził jakby ktoś był w domu ?
- Ej !
- Pijaną. - dopowiedział, uśmiechając się szeroko.
- No . - odpowiedziałam, wchodząc do domu. Znałam go na wylot. Nawet pijana pamiętałam dokładnie układ pokoi. Instynktownie skierowałam się do pokoju Jasona, a chłopak ruszył za mną. Kiedy tylko otworzyłam drzwi, skierowałam się do łóżka i rzuciłam się na nie.
- Czyżby chciało się spać ? - zaczął Jason, udając ton dziecka.
- Wal się. - odpowiedziała z twarzą w poduszce. Poczułam, że Jason dosłownie rzuca się na łóżko.
- Ał ! - zawołałam.
- Co ? Kazałaś mi się walnąć.
- Ale nie tak.
- A jak ?
- To była przenośnia.
- Trzeba było mówić.
- Jasne.
- Nie pyskuj. - po tonie jego głosu domyśliłam się, że się śmieje.
- Jasne, tato.
- Chcesz coś do picia ? - spytał, już nie ukrywając śmiechu.
- Bardzo zabawne.
- Pytałem serio. I nie mówiłem tu o alkoholu. Zgaduję, że nieźle Cię suszy.
- To przynieś mi wody.
- Co tylko rozkażesz. - i już go nie było. Wrócił niecałe pięć minut później, a w ręku trzymał szklankę, którą mi podał. Przyjęłam ją z wdzięcznością, a Jason znów zajął miejsce obok mnie na łóżku. Widząc moje pytające spojrzenie wzruszył ramionami.
- Chyba nie sądzisz, że nie skorzystam z okazji ? Potem będę mógł powiedzieć Ericowi, że z Tobą spałem. - powiedział tonem, jakby mówił coś oczywistego. Pokręciłam tylko głową i tak nie było sensu się z kim kłócić.
- Jak uważasz. - powiedziałam i z trudem się podniosłam i powlokłam do łazienki.
- Daj mi piżamę.
- Nie. - odpowiedział z łobuzerskim uśmiechem.
- Jason !
- Jesteś pewna, że nie chcesz spać w samej bieliznie ?
- Albo bez, tak ?
- Ty to powiedziałaś. - słysząc jego słowa, wywróciłam oczami.
- Piżama.
- Nie.
- Piżama !
- Nie.
- Dobra. - odpowiedziałam, zajmując miejsce na podłodze z obrażona miną.
- Będziesz tak siedzieć aż wytrzeźwiejesz ?
- A nawet jeśli ?
- Mi to nie przeszkadza. To Ciebie będzie boleć głowa.  Dobra, niech Ci będzie. - wywrócił oczami i podszedł do szafy, po czym podał mi swoją koszulkę. Nadal udając obrażoną, wzięłam koszulkę i poszłam do łazienki.
Wzięłam długi, naprawdę długi prysznic. Kiedy w końcu wyszłam z łazienki, Jason spojrzał na mnie jak na idiotkę.
- Już chciałem wyważać drzwi. - zażartował.
- Taa - powiedziałam tylko i położyłam swoje rzeczy na krzesło. Nawet nie miałam siły by je składać. Tym czasem Jason poszedł do łazienki, a ja położyłam się do łóżka. Już niemal spałam, gdy poczułam, że Jason także się położył. Bezwiednie się w niego wtuliłam, a on mnie objął. W takiej pozycji oboje zasnęliśmy.


Mam nadzieję, że się Wam podoba  ;*
Przepraszam za błędy i do napisania ! :D.

czwartek, 7 czerwca 2012

IV.Musisz się po prostu zastanowić, z którym było Ci lepiej.

Kiedy wróciłam do domu, było już dobrze po trzeciej. Niemal nie czułam już nóg, więc gdy tylko znalazłam się w pokoju, rzuciłam się na łóżko i zasnęłam.
Obudziło mnie ciche pukanie do drzwi.
- Alison ? - usłyszałam głos mamy. Zakryłam uszy poduszką i z wielkim wysiłkiem otworzyłam oczy, by spojrzeć na zegarek. 6.30. Jęknęłam cicho.
- Już. - powiedziałam nieco głośniej. Chwilę potem usłyszałam trzaśnięcie drzwi. Mama wyszła do pracy. Zastanowiłam się, czy nie zrobić sobie wolnego, ale przypomniałam sobie, że obiecałam Tash porozmawiać z Eric'em. Z ociąganiem zwlokłam się z łóżka i powlokłam do łazienki.
Po prysznicu czułam się nieco lepiej, chociaż nadal niezbyt kontaktowałam. Dzwonek. Telefon. Spać. Zerknęłam na ekran komórki, na prawdę ktoś dzwonił. Pokręciłam lekko głową, chcąc się obudzić, po czym odebrałam.
- Tak ?
- Hej, siora. - usłyszałam. Uśmiechnęłam się szeroko. Diana, moja starsza siostra. W tym roku skończyła 20 lat i przeszła na swoje.
- Hej. Co słychać? - zagadałam, wpatrując się w paznokcie. Czerwony lakier zaczął już z nich schodzić. Super.
- Wpadnę dzisiaj, może być ?
- Jasne. A coś się stało ?
- Nie, skądże. Tylko ... muszę coś Wam powiedzieć. - na słowa siostry, poczułam, że wreszcie się rozbudzam.
- Mówisz, że Ty i .... - zaczęłam, po czym pisnęłam. - serio ?
- Pogadamy potem ! Pa. - zaśmiała się i rozmowa się skończyła. Pokręciłam lekko głową, niedowierzając. Czy to naprawdę o to chodziło ? Czyżby moja siostrzyczka na prawdę brała ślub ? Uśmiechnęłam się szeroko, wybierając ubrania.
Kiedy w końcu byłam gotowa, dochodziła już niemal 8. Na szczęście miałam własny samochód i miałam jak dostać się do szkoły w przeciągu pięciu minut. Kiedy już weszłam do budynku, zadzwonił dzwonek. Pobiegłam do szafki, wzięłam książki i pognałam na lekcję.
Do klasy zdążyłam dobiec tuż przed nauczycielem. Oddychając głęboko zajęłam miejsce obok Tashy.
- Co się wczoraj działo ? - spytała szeptem, uśmiechając się tajemniczo.
- Daj spokój. Wróciłam do domu po trzeciej i jestem padnięta.
- No to niedobrze, bo czeka Cię ważna rozmowa. - oznajmiła moja przyjaciółka tonem, który mówił, że się nie wymigam. Westchnęłam i spojrzałam na nią z ukosa.
- Jesteś bez serca. - stwierdziłam i pochyliłam się nad zeszytem.
Gdy dzwonek obwieścił przerwę, byłam jedną z ostatnich, którzy wyszli z klasy. Ruszyłam w kierunku szafki, jednak zauważyłam, że opiera się o nią Eric. Nie mogłam już dłużej zwlekać, to nie fair. Wzięłam kilka głębokich wdechów i podeszłam do chłopaka.
- Możemy pogadać ? - powiedziałam cicho. Eric spojrzał na mnie zaskoczony, jednak nic nie powiedział, tylko skinął głową, po czym chwycił mnie za rękę i wyprowadził na boisko.
- o co chodzi ? - spytał, opierając się o ścianę.
- Muszę Ci o czymś powiedzieć. Byłam wczoraj na koncercie z Jasonem. - wypaliłam.
- Gdzie byłaś ?
- Na koncercie.
- Po co ?
- A po co się chodzi na koncerty ?
- Po co z nim ?
- Bo mnie zaprosił.
- A Ty się zgodziłaś ?
- Czuję się jak na przesłuchaniu.
- Alison !
- Słucham ?
- Chodzisz z nim na koncerty ?
- Tylko jeden.
- Tylko ?
- Eric, proszę Cię. Daj spokój. To nic takiego, naprawdę.
- Jesteś pewna ?
- Tak. Bardzo pewna.
- Okej. Niech będzie. Ale nie rób takich rzeczy bez mojej wiedzy, okej ? - powiedział, uśmiechając się szeroko, a po chwili przyciągnął mnie do siebie.
Szczerze mówiąc, spodziewałam się, że ta rozmowa będzie trudniejsza. Jednak Eric, o dziwo, wcale się nie złościł. Zmarszczyłam lekko brwi, jednak przytuliłam się do chłopaka.
- Mam dzisiaj spokój od treningów. Idziemy do kina ? - szepnął. Uśmiechnęłam się lekko. Jak za starych, dobrych czasów. Kiedy Eric nie był tak zajęty.
- Nie mogę. Diana przyjeżdża. - powiedziałam, odsuwając się o kilka kroków.
-Szkoda. - mruknął. - Muszę lecieć, kochanie. Pogadamy jutro. Pa. - powiedział i pocałował mnie na pożegnanie, po czym odszedł. Stałam przez chwilę otępiała. Nie wyglądał na zmartwionego, że nie mogę iść. Albo sama sobie to dopowiadałam. Westchnęłam i ruszyłam do klasy.
Kiedy w końcu wyszłam ze szkoły, pognałam do samochodu. Musiałam przygotować się do wizyty siostry. Chociaż nie widziałyśmy się przez niecały tydzień strasznie za nią tęskniłam. Droga do domu nie potrwała długo, więc dziesięć minut później stałam już w kuchni, pomagając mamie przy obiedzie. Gdy w końcu wszystko było już gotowe, rozległ się dzwonek do drzwi. Uśmiechnęłam się szeroko i poszłam otworzyć.
- Diana ! - krzyknęłam, przytulając siostrę. Po czym spojrzałam na jej chłopaka, Josh'a, a po chwili go także lekko przytuliłam.
- Właźcie. - powiedziałam i przepuściłam ich w drzwiach. Po uściskach mamy zasiedliśmy w końcu do obiadu.
- Musimy Wam o czymś powiedzieć. - powiedziała nagle moja siostra, biorąc Josh'a za rękę. A więc miała rację ! - Josh mi się oświadczył . - dodała, uśmiechając się szeroko. Pisnęłam i podeszłam do niech.
- Wiedziałam ! Gratuluję ! - krzyknęłam, przytulając ich po kolei. Mama była trochę oszołomiona, ale w końcu też się uśmiechnęła.
- A teraz idziesz ze mną górę. Mamy wiele do obgadania. - powiedziała, ciągnąc Dianę za sobą.
- Więc ? - spytała, gdy już zamykałam drzwi pokoju. Wzruszyłam ramionami i usiadłam na łóżku.
- Wiesz, mogło być lepiej.
- Co się stało ?
- Jason wrócił.
- Ah .. - westchnęła i usiadła obok mnie.- I co teraz zrobisz ?
- Szczerze ? Nie mam pojęcia.
- A jak z Eric'em ?
- Mam wrażenie, że ... - zawahałam się. Zawsze mówiłam jej o wszystkim, całkowicie jej ufałam. - Że jesteśmy już tylko parą z przyzwyczajenia.
- Wiesz, jeżeli mam być szczera ... Ty i Eric być może się kochacie. Ale Ty i Jason jesteście dla siebie stworzeni. To co czujesz do Erica jest niczym w porównaniu z tym, co łączy Cię z Jasonem. - spojrzałam na siostrę, podnosząc brwi ze zdziwienia.
- A Ty odkąd jesteś taka mądra ? - spytałam, lekko szturchając ją ramieniem.
- Doświadczenie. - odpowiedziała i pokazała mi język.
- Okej, więc co powinnam zrobić ?
- Pytasz mnie z którym powinnaś być ?
- Właściwie ...
- Alison !
- Co ?
- Ty masz być szczęśliwa nie ja.
.- Ale pomóc być mogła.
- Musisz się po prostu zastanowić, z którym było Ci lepiej. - powiedziała i lekko mnie przytuliła. Siedziałam przez chwilę oparta o siostrę. W końcu rozległ się dźwięk sms-a. Wstałam i podeszłam do szafki. Jason.
Hej, mała. Zobaczymy się później ? 
Dzisiaj ? Nie mogę, Diana jest u mnie.
To jutro. 
Nie mogę. Robimy z Tash imprezę. Chyba, że chcesz wpaść. 
Czuję się zaproszony. Do jutra, skarbie.
Uśmiechnęłam się lekko.
- Z kim tak namiętnie esemesujesz ? - spytała Diana z porozumiewawczym uśmiechem. Wywróciłam oczami.
- Nie Twoja sprawa, siostrzyczko. - powiedziałam, pokazując jej język.
Ten wieczór minął nam bardzo szybko. Potem rozmawiałyśmy już tylko o mniej ważnych sprawach. Kiedy razem z Joshem opuścili nasz dom, zapadała już noc.

Obudziłam się przez dzwonek telefonu.
- Czego ? - spytałam, nie trudząc się, by zobaczyć kto dzwoni.
- Miło. - usłyszałam głos przyjaciółki.
- Nie dzwoń do mnie z rana.
- To nie ranek. Już prawie południe, a Ciebie nadal tu nie ma. Organizujesz ze mną tą piekielną imprezę, czy nie ?
- Cholera ! Przepraszam Cię. Będę za godzinkę.
- Okej. Czekam. - powiedziała i się rozłączyła.

Zgodnie z obietnicą godzinę później stałam przed domem Tashy.
- Wybacz. - powiedziałam zamiast przywitania.
- Wybaczam. Ale lepiej się pośpieszmy. - nie pytając o zgodę wsiadła do mojego samochodu. Wywróciłam oczami i usiadłam za kierownicą, kierując się do klubu w którym miała odbyć się impreza. Kiedy już tam dotarłyśmy, zabrałyśmy się za przygotowanie dzisiejszego wieczoru.

No i następny.
Bardzo przepraszam za błędy ;)
Do napisania! ;*