niedziela, 15 lipca 2012

VII.To Twoje życie i zrobisz z nim co chcesz.

Powolnym krokiem ruszyłam do drzwi i otworzyłam je, uśmiechając się delikatnie.
- Sieema. - mruknęłam i przesunęłam się, by przepuścić siostrę w drzwiach. Ta zlustrowała mnie wzrokiem, po czym zacmokała z dezaprobatą.
- wyglądasz okropnie. - stwierdziła. Wywróciłam oczami i uśmiechnęłam się z przekąsem.
- Dzięki, siostrzyczko. Jesteś w ciąży ? - powiedziałam przesłodzonym głosem.
- Po kim jesteś taka niemiła ?
- Co w rodzinie to nie zginie. Ale naprawdę trochę Ci się przytyło. - stwierdziłam, lekko dźgając ją w brzuch. Diana wywróciła oczami i ruszyła do mojego pokoju. Gdy tam dotarła, rzuciła się na moje łóżko, po czym spojrzała na mnie, mrużąc oczy.
- Więc ? - spytała. Uniosłam lekko brwi.
- Więc co ?
- Więc ... no, na czym polega ten problem ?
- Chciałabym wiedzieć. Jestem sfrustrowana i zagubiona.
- Alison ... chodź tutaj i posłuchaj. - powiedziała, klepiąc miejsce obok niej. Posłusznie usiadłam.
- Słuchaj, czy chcesz, czy nie, wszystko kręci się wokół Jasona. Nie zaprzeczaj, - dodała szybko, widząc, że chcę coś powiedzieć. - Jeżeli nie potrafisz już z nim być, zastanów się, czy odpowiada Ci przyjaźń.
- A jeżeli się po prostu boję ? - spytałam szeptem.
- Czego ? Wiesz, jeżeli nie spróbujesz, będziesz do końca życia zastanawiać się, jakby to było, gdybyś jednak zaryzykowała.
- Tak sądzisz ?
- Skarbie, lepiej znać prawdę. To Twoje życie i zrobisz z nim co chcesz. Ale ja bym dała Jasonowi szansę.
- Czemu ?
- Znasz go od dziecka. Szanuje Cię. Nigdy świadomie by Cię nie zranił. No i Cię kocha.
- Nie masz pewności.
- Nieprawda.  Jestem o tym przekonana.
- Ale Eric ... To dzięki niemu się pozbierałam po rozstaniu z Jasonem.
- Zależy Ci jeszcze na Ericu ?
- Tak ... Ale chyba go nie kocham.
- W takim razie ten związek nie ma sensu.
- Może masz rację.
- Więc co zrobisz ?
- Nie mam pojęcia. - westchnęłam i lekko się skrzywiłam - muszę nad tym pomyśleć.
- Rozumiem. Nie śpiesz się, to trudna decyzja.
- Nie musisz mi mówić. - powiedziałam z przekąsem, po czym przytuliłam siostrę. - Kocham Cię, wiesz ? - szepnęłam.
- Ja Ciebie też. Zostawię Cię samą, byś mogła pomyśleć, zgoda ? - pokiwałam głową i westchnęłam. Diana wstała i  ruszyła do wyjścia.
- Do zobaczenia. - rzuciła przez ramię i już jej nie było.


Następnego dnia droga do szkoły bardzo mi się dłużyła. Całą niedzielę spędziłam na rozmyślaniu, a i tak nic to nie dało. Nie miałam pojęcia co robić. Zależało mi na Jasonie, ale Eric był dla mnie oparciem, gdy tego najbardziej potrzebowałam. Chcąc jak najbardziej opóźnić czas, gdy w końcu wejdę do szkoły, siedziałam w samochodzie bezmyślnie wpatrując się w szybę. W końcu nie mogłam dłużej czekać i pobiegłam na lekcje. Pierwsza była historia. Na szczęście nie miałam jej ani z Jasonem ani z Eric'em. Ale za to z Tash. Nie upłynęło dziesięć minut lekcji, a zobaczyłam lądującą kartkę na mojej ławce. Wywróciłam oczami i chwyciłam kartkę.
To jak ? Spaliście ?
Po chwili wahania postanowiłam wdać się w dyskusję, Tasha i tak by nie odpuściła.

Nie masz swoich spraw ? 
Nie. Ostatnio moje życie seksualne nie jest za ciekawe. To jak ?
Do niczego nie doszło. 
Skąd ta pewność ? 
Wiedziałabym.
Odzyskałaś pamięć ?
Tash ! Uspokój się. 
Jasne, jasne. O co Ci chodzi ? Jestem po prostu ciekawa. 
Okej. Możesz być, ale daj mi spokój.
Zlituj się do cholery ! Aa jak nie mieliście gumki ? Będę ciocią ?
Daj spokój. Tylko pogłębiasz mojego doła. 
Przepraszam. Ale i tak mnie kochasz.
Widząc ostatnie zdanie, parsknęłam śmiechem. Nauczyciel odwrócił się i spojrzał na mnie srogo. Cóż, tym razem musiałam się powstrzymać, by ponownie się nie zaśmiać. Efekt był komiczny: facet ubierał się po prostu śmiesznie. Jego koszula w żółto-niebieskie paski i czerwone spodnie nie pasowały do tej miny. 

- Skoro tak Cię to bawi, Alison, może opowiesz nam o wojnie secesyjnej ?
- Dzwonek ! - krzyknęłam. W samą porę. Byłam jedną z pierwszych osób, które opuściły salę. Nie uszłam jednak daleko, gdy doścignęła mnie Tasha.
- Dowiem się od Ciebie, czy mam pytać Jasona ?
- Nie próbuj.
- Okej. Tylko się z Tobą droczę, mała. Wyluzuj.
- Wiem ... Ale, nie mam pojęcia co robić. Bo zależy mi na obu, rozumiesz ?
- Taa ... Ale dasz radę. Wiem to.
- Dzięki.
- Nie ma sprawy. Wiem, żę Ci trudno, więc idziemy do klubu.
- dzisiaj ? Odpada.
- Czemu ? Będzie fajnie.
- W sumie ... czemu nie ? Trochę zabawy jeszcze nikomu nie zaszkodziło.
- I to mi się podoba. Lecę na lekcję. Pa ! - zawołała, gdy dzwonek obwieścił koniec przerwy. Cholera. Angielski. Z Eric'em. Wzięłam głęboki oddech i ruszyłam do klasy. Uśmiechnęłam się do chłopaka i usiadłam obok.
- Musimy pogadać. Dzisiaj po lekcjach będę na Ciebie czekać. - szepnął, na co odpowiedziałam tylko skinięciem głowy, bo lekcja już się rozpoczęła.


Gdy wychodziłam ze szkoły, zauważyłam Erica opartego o swój samochód. Wzięłam kilka oddechów i ruszyłam ku chłopakowi. Podjęłam już decyzję.

Na początku muszę Was baardzo przeprosić
za to, że dodaję dopiero teraz.
Ale właściwie ostatnio miałam mało czasu na pisanie.
Jeszcze raz przepraszam ;*
Mam nadzieję, że rozdział się Wam podobał
i tu mam do Was pytanie:
Którego wolicie ?
Jasona czy Erica ? 
Do napisania ! ;D

niedziela, 17 czerwca 2012

VI.Tak wcześnie byłaś u kolegi ?

Obudził mnie nagle ból głowy. Jęknęłam cicho, otwierając oczy, jednak niemal od razu je zamknęłam. Światło mnie niesamowicie raziło. Poza tym ... gdzie ja w ogóle byłam ? Ponownie otworzyłam oczy, tym razem było nieco lepiej. Pokój Jasona ? Cholera. Powoli przypominałam sobie urywki wczorajszego wieczoru. Powoli odwróciłam głowę, nawet taka czynność sprawiła mi ból. Pościel obok mnie była pognieciona, jakby ktoś dopiero co wstał. A co jeśli ... ? Nie, to niemożliwe. Nie ma mowy. Westchnęłam ciężko i powoli wstałam z łóżka. Spojrzałam w dół. Miałam na sobie tylko koszulkę Jasona, sięgającą mi do połowy ud. Ruszyłam do kuchni, jednak niestety by tam dotrzeć, musiałam zejść po schodach. Krzywiłam się przy każdym stopniu, a ból głowy ciągle się nasilał. No cóż, trzeba  było tyle nie pić. Jak na złość przypomniałam sobie czemu to zrobiłam. Świetnie. Odsunęłam od siebie ponure myśli, będzie na nie czas, jak już będę się lepiej czuła.
W końcu dotarłam do kuchni. Zgodnie z moimi oczekiwaniami, spotkałam tam Jasona. Gdy tylko mnie zauważył, uśmiechnął się szeroko.
- Hej, śpiochu. - usłyszałam.
- Mów do mnie jeszcze - wymruczałam i zajęłam miejsce przy stole, a chłopak postawił przede mną talerz z kanapkami.
- Jak się czujesz ? - spytałam, wrzucając tabletkę aspiryny do szklanki z wodą, po czym szklankę także postawił przede mną.
- Dzięki. Czuję się okropnie, miło, że pytasz. A właściwie, to czemu nikogo nie ma w domu ?
- Wiesz ... - powiedział cicho, zajmując miejsce przede mną - przez ostatnie kilka miesięcy mieszkaliśmy na farmie. Tam, gdzie kiedyś byliśmy na wakacjach ... W każdym razie, babcia zachorowała i musieliśmy tam się wyprowadzić - dobrze pamiętałam babcię Jasona i Paula, brata chłopaka. Była naprawdę miłą staruszką, lubiłam ją. Ale ... cóż, Jason i farma ? Szczerze, to nie wyobrażałam go sobie dojącego krowy, czy co tam jeszcze robił. On potrzebował adrenaliny, rozrywki. Nie był typem chłopaka, który umiał spokojnie usiedzieć w jednym miejscu, przez co często brał udział w bójkach.
- Więc ... Twoja babcia zachorowała zaraz po tym jak zerwaliśmy ? - spytałam szeptem.
= Tak ... do dlatego nie wróciłem wcześniej. Babci polepszyło się dopiero niedawno. Ale tata i Paul ciągle tam są, tak na wszelki wypadek.
- Więc dlaczego Ty tu wróciłeś ? - po wypiciu aspiryny czułam się już o wiele lepiej. Ból przerodził się teraz w delikatne pulsowanie z tyłu głosy.
- Miałem dość farmy. No i Ty tu jesteś.
- Jason ....
- Taa, wiem. Eric.
- Chyba Nina, nie sądzisz?
- Tłumaczyłem Ci już ... chyba nie chcesz się znowu o to kłócić ?
- Nie, skądże. - Idę się ubrać. - rzuciłam i już mnie nie było. Imię Erica spowodowało przypływ złości. Zamknęłam się w łazience, ubrałam i przywróciłam porządek z włosami, gdy usłyszałam pukanie do drzwi.
- Ali ? Twój telefon wibruje od jakiś dziesięciu minut. - wywróciłam oczami, słysząc głos Jasona i wyszłam z łazienki. Chłopak bez słowa podał mi aparat. Spojrzałam na wyświetlacz. Cztery wiadomości i dziewięć nieodebranych połączeń : sześć od Tashy i trzy od Erica. Wyświetliłam SMS'y. Pierwszy był od mojej przyjaciółki. Gdzie do cholery jesteś ? Następne dwie były podobnej treści. Ostatnia była od Erica. Musimy pogadać. Jutro o 18 w parku.. Westchnęłam cicho i rzuciłam komórkę na łóżko Jasona, po czym podeszłam do okna wychodzącego na ogród. Trudno było nie zauważyć, że przez pewien czas dom stał opuszczony.
- Wczoraj zadzwoniłem do Twojej mamy i powiedziałem, że źle się poczułam i że zabieram Cię do siebie. - usłyszałam za sobą. Skinęłam głową na znak, że rozumiem.
- Dzięki.
- Coś nie tak ? - spytał. Odwróciłam się. Stał bliżej niż przypuszczałam.
- Wszystko okej . - szepnęłam, chcąc go wyminąć. Ten jednak położył mi  dłonie na biodrach, uniemożliwiając mi to.
- Masz mnie za idiotę ? Znam Cię od dziecka i wiem kiedy coś jest nie tak.
- To nic takiego. Po prostu ... Eric.
- Idealny chłopak nie jest taki idealny ? - zakpił. - no dobra. Co zrobił ?
- Musisz o nim mówić w ten sposób ?
- Jaki ?
- Jakby był skończonym dupkiem.
- A nie jest ?
- Nie bardziej niż Ty.
- Jesteś tego pewna ?
- Cholera, Jason ! To Ty zostawiłeś mnie tu samą na pół roku !
- Teraz wróciłem.
- No i co ? Teraz wszystko się zmieniło ! Ja się zmieniłam !
- Właśnie widzę. Nie byłaś taka.
- Jaka ?
- Bronisz dupka !
- Przypominam Ci, że to Ty, a nie on, zdradziłeś mnie z moją przyjaciółką ! - krzyknęłam, kładąc nacisk na ostatnie słowo.
- Bo teraz Twoją najlepszą przyjaciółką jest Tash ! A ona nie jest taką dziwką jak Nina !
- Jasne. To wina Niny, że ją całowałeś ?
- Ona też tu zawiniła ...
- Nie bardziej niż Ty.
- Kurwa, Ali ! Tłumaczyłem Ci to już !
- Najwidoczniej Ci nie wierzę. Wiesz, jeżeli wróciłeś tutaj tylko po to by mi się wytłumaczyć, możesz wracać na farmę. Nie obchodzi mnie co masz do powiedzenia. - powiedziałam i wybiegłam z domu. Od razu pożałowałam moich słów. Cholera, byłam zła na Erica i wyżyłam się na Jasonie. Ale nie miałam odwagi by tam wrócić. Nie po tym co mu powiedziałam.Włożyłam dłoń do kieszeni, chcąc wyciągnąć komórkę, ale kieszeń była pusta. Świetnie, zostawiłam telefon u Jasona ... Świetny początek dnia, pomyślałam z przekąsem.
Gdy doszłam do domu, mamy nie było. Podeszłam do telefonu domowego i wykręciłam numer Diany. po trzecim sygnale odebrał Josh.
- Słucham ?
- Hej, szwagrze.
- Alison ? Co się stało ? Ukradli Ci telefon ?
- Zostawiłam go u kolegi. Jest tam Diana ?
- Kolegi ? Tak wcześnie byłaś u kolegi ? Czy spędziłeś u niego noc ?
- Josh !
- Co ?
- Mogę pogadać z siostrą ?
- Skoro musisz ... - uśmiechnęłam się szeroko, a po chwili usłyszałam w słuchawce głos siostry.
- Ali ?
- Hej. Możesz wpaść ?
- Stało się coś ?
- Właśnie tego nie wiem.
- Okej. Daj mi pół godziny.
- Dzięki. - powiedziałam i odłożyłam słuchawkę jednak po chwili ponownie ją podniosłam.
- Co ?
- Ciebie też miło słyszeć. Chwila, masz ten numer ?
- Nie. Nie wiedziałam, że Ty to Ty.
- Witasz się tak z każdym ? - spytałam rozbawiona.
- Tylko z obcymi. A Ty jesteś już martwa. Zabiję Cię.
- Jasne. A może dasz mi się wytłumaczyć ?
- Słucham .
- Byłam w Jasona.
- Boże, całą noc ?! Czy wy ... ?
- Nie mam pojęcia. Byłam pijana.
- On też ?
- Nie.
- To nie możesz zapytać ?
- No właśnie nie. Pokłóciliśmy się.
- Znowu ? O co ?
- Powiem Ci w szkole. To nie jest rozmowa na telefon.
- Okej. Do zobaczenia. - rozłączyłam się i po chwili wykręciłam numer Erica.
- Słucham ?
- To ja.
- Alison ? Gdzie byłaś ?
- Spokojnie. Chciałam tylko powiedzieć, że wszystko okej. Rano zobaczyłam, że zgubiłam telefon na imprezie. - nie miałam pojęcia, czemu go okłamałam. - dzwoniłeś ?
- taa. Martwiłem się.
- Jasne. Do zobaczenia w szkole ?
- Yhy. Pa. - odłożyłam słuchawkę i oparłam się o ścianę. Najwidoczniej to, co chciał mi powiedzieć rano, nie było aż takie ważne, jak wynikało z jego SMS'a. Cholera, co się z nami działo ? Same tajemnice, kłamstwa. Czy nasz związek jeszcze istniał, czy już był tylko fikcją ?

No i kolejny ;).
Mam nadzieję, że się Wam podoba.
Przepraszam za błędy i do napisania :D.

środa, 13 czerwca 2012

V.Nadal ze mną rozmawiasz.

Około 18 do klubu zaczęli przychodzić pierwsi goście. Zaprosiłyśmy tylko część szkoły taka ,, impreza dla elity " . Uśmiechnęłam się szeroko do Erica, gdy ten znalazł się koło mnie.
- Hej. - usłyszałam jego głos, gdy mnie przytulił.  Spojrzałam na niego z wyrzutem i nachyliłam się tak, by słyszał dokładnie co do niego mówię.Impreza rozpoczęła się na dobre, więc naprawdę trudno było spokojnie porozmawiać.
- Gdzie byłeś ? Dzwoniłam do Ciebie ze sto razy! - krzyknęłam. Eric skrzywił się lekko, po czym na jego twarzy pojawił się łobuzerski uśmiech.
- Zostawiłem komórkę w domu i poszedłem na trening, mamo. - odrzekł żartobliwie. Jednak coś w jego tonie, a może w wyrazie twarzy sprawiło, że coś mówiło mi, że chłopak kłamie.
- Skoro tak mówisz. - wzruszyłam ramionami i uśmiechnęłam się sztucznie. - muszę znaleźć Tashę. - dodałam, przybierając ponury wyraz twarzy i wyminęłam chłopaka, idąc w stronę zaplecza. Gdy już tam dotarłam, oparłam się o ścianę, biorąc kilka głębokich wdechów. Dlaczego nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że Eric kłamał mi prosto w oczy ? Westchnęłam po raz ostatni i ponownie pojawiłam się na sali, uważnie się rozglądając. Oczywiście nie brakowało alkoholu, a po niektórych było to widać. W końcu zauważyłam osobę, której szukałam. Uśmiechnęłam się lekko i podeszłam do ściany, pod którą stał owy chłopak.
- Chris, jak się bawisz ? - zagadałam. Chris to jeden z bliższych kolegów Erica. Lubiłam go. Zawsze postępował tak jak dyktowało mu sumienie, a nie ktoś inny.
- Świetna impreza.
- I dlatego podpierasz ścianę ? - opowiedziałam rozbawiona. Chris spojrzał na mnie z błyszczącymi oczami.
- I tu mnie masz. - odpowiedział, przekrzykując DJ'a, który właśnie ogłaszał dedykacje.
- Jasne. Jak tam dzisiejszy trening ? - spytałam niby od niechcenia. Poczułam się z tym naprawdę źle. Powinnam bardziej ufać własnemu chłopakowi. Jednak intuicja podpowiadała mi, że Eric kłamał ... a ja nie chciałam być oszukiwana. Głośna muzyka znów zaczęła grać, a Chris spojrzał na mnie, podnosząc brwi.
- Alison, piłaś ? W sobotę nigdy nie mamy treningów. - słysząc jego słowa udałam, że uśmiecham się szeroko. Kurcze, byłam w tym naprawdę dobra. Umiałam udawać. Nawet nie wiedziałam, kiedy nabyłam tę umiejętność. Kiedyś wydawało mi się, że jestem słabym kłamcą, a tu proszę.
- Ah, no tak. Wydawało mi się, że Eric coś mówił o treningu. No, ale jest taki hałas, że pewnie źle zrozumiałam. A teraz muszę Cię przeprosić. - przecisnęłam się obok chłopaka. Czułam się okropnie. Właśnie szpiegowałam Erica, a na dodatek okazało się, że moje podejrzenia są słuszne. Nie wiedząc co ze sobą zrobić, znów poszłam na zaplecze. Tam usiadłam na kilku skrzynkach, ustawionych na siebie. Obok zauważyłam zapas wódki na imprezę. Chwyciłam jedną z nich.
Poczułam, że ktoś łapie mnie za ramiona. Uniosłam wzrok. Jason.
- Hej, skarbie. - mruknęłam. Zupełnie nie panowałam nad tym co mówię. Czy ja właśnie nazwałam Jasona skarbem ? Przecież to Eric jest moim chłopakiem ! Eric. Jęknęłam cicho.
- Wypiłaś całą butelkę ? Sama ?- usłyszałam. Spojrzałam na Jasona i posłusznie pokręciłam głową. Zaklął, a ja zachichotałam.
- Co ? - spytał, wywracając oczami.
- Co co ? - spytałam z miną niewiniątka.
- Z czego się śmiejesz ?
- Z Ciebie. - oznajmiłam i wyciągnęłam rękę, totalnie rozwalając mu fryzurę.
- Jesteś pijana. - stwierdził. Pokręciłam głową.
- A owszem. A wiesz dlaczego ? Bo mój chłopak to dupek. Ale wiesz co ? Nie obchodzi mnie to już.
- Nie ?
- Nie.
- Yhym. Idziemy. - powiedział, chwytając mnie za ramię.
- Dokąd ?
- Do domu.
- Nie chcę.
- Ale ja chcę.
- Chcesz iść ze mną domu ?
- Muszę Cię tam zaprowadzić.
- Ale ja nie chcę.
- Ale ja tak.
- Będę krzyczeć. - oznajmiłam, gdy już wyprowadził mnie z klubu.
- Proszę bardzo.
- Okej. - powiedziałam i rozejrzałam się. Nie było już za wiele ludzi na ulicy. No cóż. - Gwałciciel ! - zaczęłam się drzeć, a Jason zakrył mi usta dłonią.
- Przepraszam. Upiła się, ma chłopaka dupka. - oznajmił, do ludzi, którzy zaczęli się na nas krzywo patrzeć.
- On nie jest dupkiem !
- Sama tak mówiłaś.
- Ja mogę.
- A ja nie ?
- Nie. To ja jestem jego dziewczyną, nie Ty.
- Jesteś tego pewna ?
- Że nie jesteś dziewczyną ? Tak, raczej tak. - odpowiedziałam, a Jason się roześmiał.
- Skoro tak.
- Co znowu ?
- Co ?
- Śmiejesz się ze mnie.
- Wiesz ... jak jesteś pijana, to jesteś zabawna.
- A na trzeźwo to nie ?
- Mniej, skarbie.
- Dzięki. - powiedziałam z przekąsem i skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej.- Nie rozmawiam z Tobą. - oznajmiłam.
- Nie ?
- Nie.
- Właśnie się odzywasz.
- Już nie.
- Alison ?
- Co ?
- Nadal ze mną rozmawiasz. - odpowiedział, zanosząc się śmiechem. Wywróciłam oczami.
- Daleko jeszcze ?
- Tak. Idziemy do mnie.
- Co, czemu ?
- Chcesz by Twoja mam zobaczyła Cię w tym stanie ? I to u mojego boku ? Zabiłaby mnie.
- I tak Cię nie lubi.
- Nie prawda, uwielbia mnie.
- Myśl tak dalej...
- Alison ?
- Co chcesz ?
- Miła jesteś.
- Tak, wiem. No więc, czego ?
- jesteś męcząca.
- Dziękuję, ja Cię też.
- Taaak ?
- Wiesz, że jestem pijana i nie wiem co mówię, prawda ?
- Człowiek po pijaku jest najszczerszy.
- Jak tam chcesz.  - oznajmiłam, wywracając oczami. Doszliśmy już do domu Jasona.
- Jesteś sam ? - spytałam, nieco zdezorientowana.
- Taa. Myślisz, że bym Cię tu przyprowadził jakby ktoś był w domu ?
- Ej !
- Pijaną. - dopowiedział, uśmiechając się szeroko.
- No . - odpowiedziałam, wchodząc do domu. Znałam go na wylot. Nawet pijana pamiętałam dokładnie układ pokoi. Instynktownie skierowałam się do pokoju Jasona, a chłopak ruszył za mną. Kiedy tylko otworzyłam drzwi, skierowałam się do łóżka i rzuciłam się na nie.
- Czyżby chciało się spać ? - zaczął Jason, udając ton dziecka.
- Wal się. - odpowiedziała z twarzą w poduszce. Poczułam, że Jason dosłownie rzuca się na łóżko.
- Ał ! - zawołałam.
- Co ? Kazałaś mi się walnąć.
- Ale nie tak.
- A jak ?
- To była przenośnia.
- Trzeba było mówić.
- Jasne.
- Nie pyskuj. - po tonie jego głosu domyśliłam się, że się śmieje.
- Jasne, tato.
- Chcesz coś do picia ? - spytał, już nie ukrywając śmiechu.
- Bardzo zabawne.
- Pytałem serio. I nie mówiłem tu o alkoholu. Zgaduję, że nieźle Cię suszy.
- To przynieś mi wody.
- Co tylko rozkażesz. - i już go nie było. Wrócił niecałe pięć minut później, a w ręku trzymał szklankę, którą mi podał. Przyjęłam ją z wdzięcznością, a Jason znów zajął miejsce obok mnie na łóżku. Widząc moje pytające spojrzenie wzruszył ramionami.
- Chyba nie sądzisz, że nie skorzystam z okazji ? Potem będę mógł powiedzieć Ericowi, że z Tobą spałem. - powiedział tonem, jakby mówił coś oczywistego. Pokręciłam tylko głową i tak nie było sensu się z kim kłócić.
- Jak uważasz. - powiedziałam i z trudem się podniosłam i powlokłam do łazienki.
- Daj mi piżamę.
- Nie. - odpowiedział z łobuzerskim uśmiechem.
- Jason !
- Jesteś pewna, że nie chcesz spać w samej bieliznie ?
- Albo bez, tak ?
- Ty to powiedziałaś. - słysząc jego słowa, wywróciłam oczami.
- Piżama.
- Nie.
- Piżama !
- Nie.
- Dobra. - odpowiedziałam, zajmując miejsce na podłodze z obrażona miną.
- Będziesz tak siedzieć aż wytrzeźwiejesz ?
- A nawet jeśli ?
- Mi to nie przeszkadza. To Ciebie będzie boleć głowa.  Dobra, niech Ci będzie. - wywrócił oczami i podszedł do szafy, po czym podał mi swoją koszulkę. Nadal udając obrażoną, wzięłam koszulkę i poszłam do łazienki.
Wzięłam długi, naprawdę długi prysznic. Kiedy w końcu wyszłam z łazienki, Jason spojrzał na mnie jak na idiotkę.
- Już chciałem wyważać drzwi. - zażartował.
- Taa - powiedziałam tylko i położyłam swoje rzeczy na krzesło. Nawet nie miałam siły by je składać. Tym czasem Jason poszedł do łazienki, a ja położyłam się do łóżka. Już niemal spałam, gdy poczułam, że Jason także się położył. Bezwiednie się w niego wtuliłam, a on mnie objął. W takiej pozycji oboje zasnęliśmy.


Mam nadzieję, że się Wam podoba  ;*
Przepraszam za błędy i do napisania ! :D.

czwartek, 7 czerwca 2012

IV.Musisz się po prostu zastanowić, z którym było Ci lepiej.

Kiedy wróciłam do domu, było już dobrze po trzeciej. Niemal nie czułam już nóg, więc gdy tylko znalazłam się w pokoju, rzuciłam się na łóżko i zasnęłam.
Obudziło mnie ciche pukanie do drzwi.
- Alison ? - usłyszałam głos mamy. Zakryłam uszy poduszką i z wielkim wysiłkiem otworzyłam oczy, by spojrzeć na zegarek. 6.30. Jęknęłam cicho.
- Już. - powiedziałam nieco głośniej. Chwilę potem usłyszałam trzaśnięcie drzwi. Mama wyszła do pracy. Zastanowiłam się, czy nie zrobić sobie wolnego, ale przypomniałam sobie, że obiecałam Tash porozmawiać z Eric'em. Z ociąganiem zwlokłam się z łóżka i powlokłam do łazienki.
Po prysznicu czułam się nieco lepiej, chociaż nadal niezbyt kontaktowałam. Dzwonek. Telefon. Spać. Zerknęłam na ekran komórki, na prawdę ktoś dzwonił. Pokręciłam lekko głową, chcąc się obudzić, po czym odebrałam.
- Tak ?
- Hej, siora. - usłyszałam. Uśmiechnęłam się szeroko. Diana, moja starsza siostra. W tym roku skończyła 20 lat i przeszła na swoje.
- Hej. Co słychać? - zagadałam, wpatrując się w paznokcie. Czerwony lakier zaczął już z nich schodzić. Super.
- Wpadnę dzisiaj, może być ?
- Jasne. A coś się stało ?
- Nie, skądże. Tylko ... muszę coś Wam powiedzieć. - na słowa siostry, poczułam, że wreszcie się rozbudzam.
- Mówisz, że Ty i .... - zaczęłam, po czym pisnęłam. - serio ?
- Pogadamy potem ! Pa. - zaśmiała się i rozmowa się skończyła. Pokręciłam lekko głową, niedowierzając. Czy to naprawdę o to chodziło ? Czyżby moja siostrzyczka na prawdę brała ślub ? Uśmiechnęłam się szeroko, wybierając ubrania.
Kiedy w końcu byłam gotowa, dochodziła już niemal 8. Na szczęście miałam własny samochód i miałam jak dostać się do szkoły w przeciągu pięciu minut. Kiedy już weszłam do budynku, zadzwonił dzwonek. Pobiegłam do szafki, wzięłam książki i pognałam na lekcję.
Do klasy zdążyłam dobiec tuż przed nauczycielem. Oddychając głęboko zajęłam miejsce obok Tashy.
- Co się wczoraj działo ? - spytała szeptem, uśmiechając się tajemniczo.
- Daj spokój. Wróciłam do domu po trzeciej i jestem padnięta.
- No to niedobrze, bo czeka Cię ważna rozmowa. - oznajmiła moja przyjaciółka tonem, który mówił, że się nie wymigam. Westchnęłam i spojrzałam na nią z ukosa.
- Jesteś bez serca. - stwierdziłam i pochyliłam się nad zeszytem.
Gdy dzwonek obwieścił przerwę, byłam jedną z ostatnich, którzy wyszli z klasy. Ruszyłam w kierunku szafki, jednak zauważyłam, że opiera się o nią Eric. Nie mogłam już dłużej zwlekać, to nie fair. Wzięłam kilka głębokich wdechów i podeszłam do chłopaka.
- Możemy pogadać ? - powiedziałam cicho. Eric spojrzał na mnie zaskoczony, jednak nic nie powiedział, tylko skinął głową, po czym chwycił mnie za rękę i wyprowadził na boisko.
- o co chodzi ? - spytał, opierając się o ścianę.
- Muszę Ci o czymś powiedzieć. Byłam wczoraj na koncercie z Jasonem. - wypaliłam.
- Gdzie byłaś ?
- Na koncercie.
- Po co ?
- A po co się chodzi na koncerty ?
- Po co z nim ?
- Bo mnie zaprosił.
- A Ty się zgodziłaś ?
- Czuję się jak na przesłuchaniu.
- Alison !
- Słucham ?
- Chodzisz z nim na koncerty ?
- Tylko jeden.
- Tylko ?
- Eric, proszę Cię. Daj spokój. To nic takiego, naprawdę.
- Jesteś pewna ?
- Tak. Bardzo pewna.
- Okej. Niech będzie. Ale nie rób takich rzeczy bez mojej wiedzy, okej ? - powiedział, uśmiechając się szeroko, a po chwili przyciągnął mnie do siebie.
Szczerze mówiąc, spodziewałam się, że ta rozmowa będzie trudniejsza. Jednak Eric, o dziwo, wcale się nie złościł. Zmarszczyłam lekko brwi, jednak przytuliłam się do chłopaka.
- Mam dzisiaj spokój od treningów. Idziemy do kina ? - szepnął. Uśmiechnęłam się lekko. Jak za starych, dobrych czasów. Kiedy Eric nie był tak zajęty.
- Nie mogę. Diana przyjeżdża. - powiedziałam, odsuwając się o kilka kroków.
-Szkoda. - mruknął. - Muszę lecieć, kochanie. Pogadamy jutro. Pa. - powiedział i pocałował mnie na pożegnanie, po czym odszedł. Stałam przez chwilę otępiała. Nie wyglądał na zmartwionego, że nie mogę iść. Albo sama sobie to dopowiadałam. Westchnęłam i ruszyłam do klasy.
Kiedy w końcu wyszłam ze szkoły, pognałam do samochodu. Musiałam przygotować się do wizyty siostry. Chociaż nie widziałyśmy się przez niecały tydzień strasznie za nią tęskniłam. Droga do domu nie potrwała długo, więc dziesięć minut później stałam już w kuchni, pomagając mamie przy obiedzie. Gdy w końcu wszystko było już gotowe, rozległ się dzwonek do drzwi. Uśmiechnęłam się szeroko i poszłam otworzyć.
- Diana ! - krzyknęłam, przytulając siostrę. Po czym spojrzałam na jej chłopaka, Josh'a, a po chwili go także lekko przytuliłam.
- Właźcie. - powiedziałam i przepuściłam ich w drzwiach. Po uściskach mamy zasiedliśmy w końcu do obiadu.
- Musimy Wam o czymś powiedzieć. - powiedziała nagle moja siostra, biorąc Josh'a za rękę. A więc miała rację ! - Josh mi się oświadczył . - dodała, uśmiechając się szeroko. Pisnęłam i podeszłam do niech.
- Wiedziałam ! Gratuluję ! - krzyknęłam, przytulając ich po kolei. Mama była trochę oszołomiona, ale w końcu też się uśmiechnęła.
- A teraz idziesz ze mną górę. Mamy wiele do obgadania. - powiedziała, ciągnąc Dianę za sobą.
- Więc ? - spytała, gdy już zamykałam drzwi pokoju. Wzruszyłam ramionami i usiadłam na łóżku.
- Wiesz, mogło być lepiej.
- Co się stało ?
- Jason wrócił.
- Ah .. - westchnęła i usiadła obok mnie.- I co teraz zrobisz ?
- Szczerze ? Nie mam pojęcia.
- A jak z Eric'em ?
- Mam wrażenie, że ... - zawahałam się. Zawsze mówiłam jej o wszystkim, całkowicie jej ufałam. - Że jesteśmy już tylko parą z przyzwyczajenia.
- Wiesz, jeżeli mam być szczera ... Ty i Eric być może się kochacie. Ale Ty i Jason jesteście dla siebie stworzeni. To co czujesz do Erica jest niczym w porównaniu z tym, co łączy Cię z Jasonem. - spojrzałam na siostrę, podnosząc brwi ze zdziwienia.
- A Ty odkąd jesteś taka mądra ? - spytałam, lekko szturchając ją ramieniem.
- Doświadczenie. - odpowiedziała i pokazała mi język.
- Okej, więc co powinnam zrobić ?
- Pytasz mnie z którym powinnaś być ?
- Właściwie ...
- Alison !
- Co ?
- Ty masz być szczęśliwa nie ja.
.- Ale pomóc być mogła.
- Musisz się po prostu zastanowić, z którym było Ci lepiej. - powiedziała i lekko mnie przytuliła. Siedziałam przez chwilę oparta o siostrę. W końcu rozległ się dźwięk sms-a. Wstałam i podeszłam do szafki. Jason.
Hej, mała. Zobaczymy się później ? 
Dzisiaj ? Nie mogę, Diana jest u mnie.
To jutro. 
Nie mogę. Robimy z Tash imprezę. Chyba, że chcesz wpaść. 
Czuję się zaproszony. Do jutra, skarbie.
Uśmiechnęłam się lekko.
- Z kim tak namiętnie esemesujesz ? - spytała Diana z porozumiewawczym uśmiechem. Wywróciłam oczami.
- Nie Twoja sprawa, siostrzyczko. - powiedziałam, pokazując jej język.
Ten wieczór minął nam bardzo szybko. Potem rozmawiałyśmy już tylko o mniej ważnych sprawach. Kiedy razem z Joshem opuścili nasz dom, zapadała już noc.

Obudziłam się przez dzwonek telefonu.
- Czego ? - spytałam, nie trudząc się, by zobaczyć kto dzwoni.
- Miło. - usłyszałam głos przyjaciółki.
- Nie dzwoń do mnie z rana.
- To nie ranek. Już prawie południe, a Ciebie nadal tu nie ma. Organizujesz ze mną tą piekielną imprezę, czy nie ?
- Cholera ! Przepraszam Cię. Będę za godzinkę.
- Okej. Czekam. - powiedziała i się rozłączyła.

Zgodnie z obietnicą godzinę później stałam przed domem Tashy.
- Wybacz. - powiedziałam zamiast przywitania.
- Wybaczam. Ale lepiej się pośpieszmy. - nie pytając o zgodę wsiadła do mojego samochodu. Wywróciłam oczami i usiadłam za kierownicą, kierując się do klubu w którym miała odbyć się impreza. Kiedy już tam dotarłyśmy, zabrałyśmy się za przygotowanie dzisiejszego wieczoru.

No i następny.
Bardzo przepraszam za błędy ;)
Do napisania! ;*

środa, 30 maja 2012

III.Dlaczego ... wtedy mi wszystkiego nie wyjaśniłeś ?

- Dobrze zrozumiałam ? - Spytała po raz setny. Wywróciłam oczami i spojrzałam na Tashę.
- Tak, idę z Jasonem na koncert.
- A co z Eric'em ? - westchnęłam cicho, słysząc jej pytanie i zajęłam miejsce obok przyjaciółki. Siedziałyśmy właśnie w moim pokoju i ,, odrabiałyśmy lekcje ".
- To ... z Jasonem to nie randka. To tylko ...
- Wyjście dwojga ludzi ?
- Dokładnie.
- Skarbie, to jest randka.
- Nie  bo ... ja tego tak nie traktuję.
- A jak traktujesz ?
- Chyba masz hiszpański do zrobienia. - ucięłam temat i pochyliłam się nad zeszytem.
- Unikasz odpowiedzi. To coś znaczy.
- Tak, to znaczy, że jak nie zrobię tych zadań to nie będzie dobrze. Możesz więc przestać mi przeszkadzać ?
- Jak sobie życzysz .... skarbie. - uniosłam lekko brwi, patrząc na nią jak na idiotkę. No tak, swego czasu ona i Jason naprawdę się lubili. Mogłabym powiedzieć, że byli przyjaciółmi. No może to dlatego, że także znali się od dziecka. Pokręciłam lekko głową i zabrałam się za zadania.

- Jason dzwoni! - krzyknęła nagle Tasha trzymając w ręku moją komórkę. - siema, stary. - powiedziała do telefonu, uśmiechając się szeroko. Nie usłyszałam odpowiedzi Jasona, więc czekałam tylko z wyciągniętą przed siebie dłonią.- okej, już Ci ją daję.
- Miło, że odzyskałam mój telefon - powiedziałam, kładąc nacisk na słowo ,,mój". - Jason ? - powiedziałam do słuchawki.
- Cześć, skarbie. Co do koncertu ...
- Odwołany ?
- Nie, spokojnie. Odbędzie się.
- Więc w czym problem ?
- Czy powiedziałem, że jest jakiś problem ?
- Jason!
- No co ? To Ty nie dajesz mi dojść do słowa.
- Przepraszam.
- No to słuchaj ...Wpadnę po Ciebie o 20. Masz być gotowa.
- Byliśmy umówieni na 21 !
- Zmiana planów, skarbie. Do zobaczenia za dwie godziny! - oznajmił i się rozłączył.
- Co się stało ? - spytała Tasha cały czas uważnie mi się przyglądając.
- Nic, nic ... tylko ... mam dwie godziny, a nie trzy ! Muszę się przygotować. - stwierdziłam i rzuciłam się do szafy.
- Nadal sądzisz, że to nie randka ? - dziewczyna nie ukrywała rozbawienia. Rzuciłam jej mordercze spojrzenie.
- Dokładnie. Ale muszę wyglądać jak człowiek, prawda ?
- Dlatego ubierasz obcisłą, krótką sukienkę ? Jeszcze powiedź, że to nie dla niego. - gestem spojrzała na sukienkę, którą trzymałam w ręku. Od razu rzuciłam ją na ziemię.
- Skądże. To nie dla niego.
- Wcale.
- Okej. Może troszeczkę. Ale nie w tym sensie jak myślisz.
- Skąd wiesz co myślę ?
- Kochanie, znam Cię tyle lat, że po prostu wiem. - odpowiedziałam, uśmiechając się słodko. Dziewczyna wywróciła oczami.
- Dobra. Ubierz tę sukienkę.
- Ale ...
- Ale co ? To przecież nie randka., prawda ? - roześmiałam się i chwyciłam zwykłe dżinsy i top.
- Nie, nie mam zamiaru się stroić, bo nie dasz mi potem żyć. - odrzekłam, pokazując przyjaciółce język i poszłam do łazienki by się przebrać.
Godzinę później kończyłam robić makijaż. Zadowolona wyszłam z łazienki. Tasha siedziała właśnie na łóżku z moim laptopem na kolanach.
- Ooo, myślałam, że zasnę, czekając na Ciebie.
- Też Cię kocham. - odpowiedziałam słodkim głosem, uśmiechając się.
- Wiesz ... - zaczęła, odkładając laptopa na bok. Wiedziałam co chce powiedzieć. Niestety, nie myliłam się. - Eric nie będzie zadowolony jak się o tym dowie.
- Wiem ... ale ... ostatnio wszystko się psuje. Dla Erica najważniejsze są tylko treningi. A ja czuję się zagubiona. Nie wiem ,czy jest jeszcze tą osobą, w której się zakochałam.
- Rozumiem. Ale powinnaś być szczera. Lepiej by dowiedział się od Ciebie, niż od kogoś innego.
- Tak, wiem. Pogadam z nim jutro. - uśmiechnęłam się lekko.
- To dobrze. Trzymaj się. Muszę lecieć. - pożegnała się i wyszła, a ja położyłam się na łóżku w myślach porównując Erica i Jasona.
Gdy usłyszałam klakson samochodu, poczułam jak serce szybko bije mi w piersi. Cholera. Wzięłam kilka głębokich wdechów i zeszłam na dół. Uśmiechnęłam się lekko do Jasona i wsiadłam do samochodu.
- Więc ? - spytałam po chwili. Spojrzał na mnie, uśmiechając się szeroko.
- Więc co ?
- Więc, po co miałam przyjść szybciej ?
- No wiesz, miałem nadzieję, że się za mną stęskniłaś, ale nie chciałaś prosić o szybsze spotkanie, bo się wstydziłaś.
- Serio ? A to przypadkiem Ty nie tęskniłeś ?
- Za Tobą ? Oczywiście, że tak. - słysząc jego słowa, roześmiałam się.
- Skoro tak. To wszystko wyjaśnia. - odpowiedziałam i zamilkliśmy na kilkanaście minut.
- Jason ... - przerwałam ciszę, spoglądając na chłopaka.
- Tak ?
- Dziękuję Ci.
- Za co ?
- Za to, że w domu potraktowałam Cię okropnie, a Ty za to zabierasz mnie na koncert.
- Nie ma sprawy. Przyzwyczaiłem się. - odpowiedział, uśmiechając się szeroko.
- Słucham ?
- Spokojnie, to żart. Miałaś w sumie rację. Też bym się wkurzył na Twoim miejscu. Zdradziłem się i nagle pojawiam się na Twoim progu. To ja jestem dupkiem, bo wpuściłem wtedy Ninę do domu.
- Myślisz, że jakby ... tamto się nie wydarzyło to ...
- To byłabyś teraz z Eric'em ? - przerwał mi i na na krótki moment spojrzał mi w oczy, jednak potem musiał spojrzeć na drogę. - Nie, nie sądzę. Byliśmy naprawdę dobrą parą.
- Tak ... byliśmy. - powtórzyłam cicho i spojrzałam przez okno. Nie wiedziałam, czy chciałam by tamto nigdy się nie zdarzyło. Wtedy nie byłabym z Eric'em. Ale za to miałabym Jasona. Pokręciłam lekko głową, zakłopotana. Jason spojrzał na mnie, uśmiechając się.
- Sentymentalnie.
- Taa ...
- Eric wie, że jedziesz ze mną ?
- No coś Ty. Nie pozwolił by na to.
- Okłamałaś swojego chłopaka ? - udał niedowierzanie.
- Nie okłamałam. - oburzyłam się - tylko ... nie powiedziałam mu całej prawy.
- Na tym polega kłamstwo, skarbie.
- Skoro tak twierdzisz. - westchnęłam, a Jason zatrzymał samochód przed jakimś lasem.
- Co do ... ?
- Chodź. - powiedział cicho i wysiadł z samochodu. Chcąc nie chcąc, musiałam zrobić to samo.
- Gdzie idziemy ? - spytałam, wpatrzona w plecy chłopaka. Jason odwrócił się, czekając na mnie.
- Zobaczysz. Niespodzianka.
- Jason !
- O co chodzi ? Lubisz niespodzianki.
- Tak, ale ... las ?
- Ojj, daj spokój. Chodź. - wywróciłam oczami, ale nic nie odpowiedziałam.
Jakieś dwadzieścia minut później, zauważyłam, że drzewa rosną coraz rzadziej. W lesie panował już pół mrok, jednak zdawało mi, że kiedyś już tu byłam. W końcu drzewa się rozstąpiły, a ja stanęłam na skraju polany, pośrodku której znajdowało się niewielkie jeziorko. Od razu rozpoznałam to miejsce. To tutaj Jason powiedział mi po raz pierwszy, że mnie kocha i tu pierwszy raz się pocałowaliśmy.
- Jason, wow ... - powiedziałam cicho. Szczerze mówiąc, nie miałam pojęcia, co jeszcze mogę rzec.
- Wiem, że między nami wszystko skończone, ale ... chciałem byś pamiętała to miejsce. - szepnął, stając obok mnie. Poczułam jak po policzkach spływają mi łzy. Tęskniłam za moim dawnym życiem.
- Usiądźmy. - powiedział chłopak, kciukiem ścierając mi łzę z policzka. Uśmiechnęłam się lekko i usiadłam na jednym z kamieni, które znajdowały się na brzegu jeziora.
- Alison ... - powiedział cicho i podszedł do mnie. Podniosłam na niego wzrok i lekko pokręciłam głową.
- Nic nie mów. - szepnęłam, a on po prostu usiadł na kamieniu obok.
- To miejsce ...- przerwałam w końcu ciszę.
- Na zawsze będzie nasze. - wszedł mi w słowo i uśmiechnął się lekko, sięgając po moją dłoń. Nie miałam nic przeciwko, przeciwnie, jego dotyk działał na mnie jak ukojenie.
- Tak ... Jason, dlaczego ... wtedy mi wszystkiego nie wyjaśniłeś ? Dlaczego do mnie nie przyszedłeś ? - spytałam cicho. Nie musiałam mówić o co chodzi, on wiedział.
- Bo ... bo wiedziałem, że nie będziesz mnie słuchać. Poza tym ... miałem do siebie żal, nie chciałem zrobić niczego głupiego ... Kochasz go ? - spytał, zmieniając temat. Spuściłam wzrok, wpatrując się w jezioro.
- Szczerze ? Kochałam. On był przy mnie, jak byłam w rozsypce. Ale teraz wszystko się zmieniło. Treningi zabierają cały jego czas. - Jason tylko pokiwał głową i nie powiedział nic więcej. Spojrzał na zegarek i wstał.
- Idziemy już ? - spytałam, zdziwiona. Uśmiechnął się szeroko.
- Siedzimy tu już prawie godzinę. Koncert już się zaczął. Chodź. - odpowiedział i ruszyliśmy przed siebie, nadal trzymając się za dłonie.


Następny ! ;D. 
Mam jakiś  przypływ weny, czy coś i postanowiłam to wykorzystać ;p
Mam nadzieję, że rozdział się Wam podoba.
Do napisania ;* 

poniedziałek, 28 maja 2012

II. skoro pisałyście o mnie, to mogłaś chociaż zakryć kartkę.

-Co Ty tu robisz ?! - krzyknęłam, stając przed Jasonem.
- Wybacz, że Cię nachodzę, skarbie, ale ... - no tak ... kiedyś zwracał się do mnie tylko w ten sposób ... tyle czasu spędziliśmy razem.
- Nie jestem Twoim skarbem.- oznajmiłam, łamiącym się głosem.
- Okej. Jak wolisz, ale błagam Cię ... posłuchaj co mam Ci do powiedzenia.
- Cały czas słucham. I jak na razie to ta rozmowa prowadzi donikąd.
- Jak będziesz mi cały czas przerywać, to na pewno nie powiem tego co chcę.
- Dobra, dobra. Już jestem cicho.
- Super. Więc zacznę od tego ... chcę byś mi wybaczyła, naprawdę. Może nie wrócisz do mnie, ale ...
- Może ?! Na pewno nie wrócę. Jason, zdradziłeś mnie! - krzyknęłam, a on ... uśmiechnął się.
- Miałaś mi nie przerywać, skarbie.
- wybacz. - powiedziałam najbardziej zjadliwym tonem na jaki było mnie stać. Jason udawał jednak, że tego nie zauważył.
- No ... to słuchaj. Tamtego dnia, to ... Nina przyszła do mnie, jakby nigdy nic. Powiedziała, że zerwał z nią chłopak, była w rozsypce. Dobrze wiesz, że to były czasy kiedy się przyjaźniłyście, więc ... chciałem ją pocieszyć, przytulić a ona ... no, rzuciła się na mnie.
- I mam w to uwierzyć ?
- To prawda.
- Którą mówisz mi po pół roku! Cholera, minęło pół roku!
- Wiem, ale ... po tamtym ... widziałem jak przeze mnie cierpisz. Nie chciałaś mnie słuchać, a ja ... nie mogłem sobie wybaczyć, że to przeze mnie. Więc wyjechałem.
- Aaa, i nagle sobie o mnie przypomniałeś i postanowiłeś wrócić ? Słodko. - powiedziałam sarkastycznie, hardo wpatrując mu się w oczy. Zobaczyłam, że tym co powiedziałam go zraniłam.
- Alison ...
- Nie. Nie, Jason. Nie wiem po co wróciłeś, ale ... jak dla mnie możesz wyjechać znowu. To wszystko co nas łączyło ... to koniec.
- Cholera, Ali. Znamy się tyle lat, chcesz to skreślić ?
- Zdradziłeś mnie z moją przyjaciółką!
- To był największy błąd mojego życia.
- Wyjdź. - szepnęłam. Jason osłupiał i wpatrywał się tylko we mnie. Po chwili jednak odwrócił się i wyszedł.

Gdy się obudziłam, poczułam się jeszcze gorzej niż wczoraj. Skoro Jason wrócił, najprawdopodobniej  wróci do szkoły. Będę go widywać codziennie. Cholera. Poczułam, że nie mam ochoty dzisiaj wcale a wcale wstawać z łóżka.
- Dasz radę, skarbie. - mruknęłam do siebie i wymusiłam uśmiech, jednak potem uświadomiłam sobie co powiedziałam. - widzisz, nawet mówisz jak on. Nie dobrze z Tobą. - powiedziałam i wstałam z łóżka. Spojrzałam w lustro. Moje włosy dosłownie sterczały w każdą stronę. Świetnie. Nie miałam czasu na mycie, więc tylko chwyciłam prostownicę, mając nadzieję, że to wystarczy.
 W końcu już nie mogłam czekać i musiałam wyjść do szkoły. Super. Czas stawić czoła Jasonowi. Jęknęłam cicho i ruszyłam ku drzwiom. Jednak za nimi czekała mnie miła niespodzianka.
- Eric ! - uśmiechnęłam się nieco sztucznie, przytulając chłopaka.
- przepraszam. - powiedział cicho.
- okej. Nie gniewam się.- oznajmiłam, nie do końca zgodnie z prawdą. No, ale ... lepiej mieć przy sobie dzisiaj Erica.
Gdy dotarliśmy do szkoły, niestety musieliśmy się rozejść do klas. Pierwszą lekcję, matematykę, mieliśmy osobno. Gdy tylko weszłam do gabinetu matematycznego, poczułam jak resztki humoru mnie opuszczają.
- To moje miejsce. - powiedziałam ostrym tonem, stając przed Jasonem. Chłopak bez słowa przesunął się na krzesło obok.
- A to miejsce Tashy.
- Ale jej tu nie ma. No coś Ty, czyżbyś się mnie bała? - oznajmił, obdarzając mnie uśmiechem, który tak niegdyś kochałam. Odchrząknęłam.
- Ciebie? Nie ma mowy.
- Świetnie. W takim razie nie sądzę, by Tash miała coś przeciwko, bym tu siedział. - wywróciłam oczami i chciałam coś odpowiedzieć, ale nie zdążyłam bo wszedł nauczyciel, a zaraz za nim moja przyjaciółka. Spojrzała ze zdziwieniem na mnie i Jasona, no co tylko wzruszyłam ramionami. Tash podniosła brwi, i nic nie mówiąc zajęła miejsce za nami.
Niecało dziesięć minut później poczułam lekkie stukanie w plecy. Odwróciłam się i odebrałam od Tashy złożoną na pół kartkę z zeszytu. Rozłożyłam ją.
Jason ? Serio ? 
Wrócił, nie mam pojęcia czemu.
Ah tak ?
Błagam Cię, daj spokój. Był wczoraj u mnie. Później Ci wszystko opowiem.
Później, czyli kiedy? 
Później. Na lunchu. 
Trzymam Cię za słowo, Skarbie. - widząc ostatnie słowo, wywróciłam oczami. Wiedziałam, że napisała  to specjalnie. Jason natomiast wpatrywał się we mnie, wysoko unosząc brwi.
- No co ?
- Nic, nic. Tylko wiesz ... skoro pisałyście o mnie, to mogłaś chociaż zakryć kartkę. - na szczęście uratował mnie dzwonek. Szybko zabrałam swoje rzeczy i wyszłam z klasy. Nie uszłam nawet dziesięciu kroków, a dogonił mnie Eric.
- Spotkamy się dzisiaj ?
- Eric, chcesz pobić rekord wystawiania mnie ? - spytałam, przystając. Chłopak spojrzał na mnie zaskoczony.
- O czym Ty mówisz?
- A co, nie masz dzisiaj treningu ?
- Ty znowu o tym ... Chciałem się spotkać przed treningiem.
- Przed. Super. Czyli co, mam do Ciebie wpaść na dziesięć, czy dwadzieścia minut ? - nie miałam pojęcia, czemu wyżywałam się na Ericu. To na Jasona byłam wściekła, ale już zaczęłam i teraz nie mogłam się zatrzymać. Musiałam się wyładować.
- Cholera, Alison. Od kiedy jesteś taka?
- Jaka ?
- To przez Jasona, tak? Wrócił i Ty ...
- Cholera, co on ma do tego ? Eric, ja nic do niego nie czuję.
- Okej. Wierzę Ci. - powiedział, uśmiechając się. Przytulił mnie lekko, a ja złożyłam głowę na jego ramieniu.
- Wybaczcie, że przerywam tę romantyczną scenę, ale muszę porwać Julię, Romeo. - usłyszałam i jęknęłam.
- Jason, daj spokój ...
- Chodź ze mną. To ważne.
- Już. - wywróciłam oczami i rzuciłam Ericowi przepraszające spojrzenie, po czym ruszyłam za Jasonem.
- Więc ? - spytałam chwilę potem.
- Odbiło Ci ? Eric, serio ?
- Będziesz teraz robił za moją matkę, czy powiesz mi o co chodzi ?
- Dooobra, poddaję się. Pamiętasz Twoje marzenie sprzed roku ?
- Które ?
- No dobra. Mam dwa bilety na koncert Paramore. Oczywiście jeżeli byś chciała ze mną pójść to ... - otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia. Kiedyś naprawdę marzyłam o ich koncercie.
- Zabierzesz mnie ?
- Jeżeli chcesz ...
- Tak, tak ... dziękuję ! - krzyknęłam i ... rzuciłam się Jasonowi na szyję. To był odruch, a ja nie byłam już ani trochę zakłopotana.


No i jest kolejny ;D. Mam nadzieję, że się Wam  podoba ;).
Przepraszam za błędy i do napisania ! ;* 

sobota, 19 maja 2012

I. Jak odejdziesz od mojej lodówki, to zdążymy.

Nie. Niemożliwe. Wybiegłam z domu Jasona najszybciej jak byłam w stanie.
- Alison, poczekaj! - usłyszałam. Spojrzałam na Jasona, w oczach miałam łzy.
- Jason ... - szepnęłam. - dlaczego ?
- To nie tak, proszę Cię ...
- A jak ?! Nie jestem ślepa.
- To ona ... - zaczął. Poczułam jak wszystko się we mnie gotuje. Jak może teraz wszystko zwalać na Ninę ? Jak na złość moja przyjaciółka pojawiła się w drzwiach.
- Alison! - krzyknęła i podeszła do nas. - tak mi cholernie przykro. To ... tak wyszło.
- Tak wyszło ?!- krzyknęłam, patrząc na dziewczynę. - Tak wyszło, że obściskiwałaś się z moim chłopakiem !
- Przepraszam. - wymamrotała tylko i ruszyła do swojego domu. Spojrzałam na chłopaka.
- Zadowolony ? - syknęłam.
- posłuchaj mnie ...
- Nie. Nie mam zamiaru. Nic co powiesz niczego nie zmieni, a nie chcę czuć się jeszcze gorzej niż teraz. - szepnęłam.
- Błagam Cię, dobrze wiesz, że Nina to szmata. I zrobi wszystko by ...
- Nie mów tak o niej.
- A co sama o niej sądzisz ? Dobrze wiesz, że mam rację. Tak, to szmata i właśnie weszła pomiędzy nas.
- A Ty ? Kim jesteś ? - spytałam, patrząc mu w oczy, po czym odwróciłam się i odeszłam.

6 miesięcy później

- Więc ? - spytałam, patrząc nagląco na moją najlepszą przyjaciółkę, Natashę. Siedziałam na jej łóżku, a ona stała przed szafą nie mogąc się zdecydować w co się ubrać. Spojrzałam na zegarek. 7:30. Spóźnimy się do szkoły. Znowu.
- Więc co ? - usłyszałam jej przesłodzony głos.
- Tash !
- Okej. Okej. Niech Ci będzie. - powiedziała i teatralnie przewróciła oczami.
- Nina.
- Co z nią ? - pytałam ostrym tonem. Nie lubiłam rozmów o byłej koleżance. No dobra. Byłej przyjaciółce. No, ale jakby nie było, to ja zaczęłam tę rozmowę.
- Chce się dostać na naszą imprezę.
- Nina ? Czemu ? - spytałam zdezorientowana.
- Bo ... będzie Eric. - wywróciłam oczami, słysząc słowa przyjaciółki. Czy takie rzeczy, że twój największy wróg leci na Twojego chłopaka nie powinny dziać się tylko w tych kiepskich komediach romantycznych ?
- Świetnie. - mruknęłam.
- A propos Erica ... mówiłam Ci jaką jesteś szczęściarą, że masz ...
- Tak, tylko jakieś dwieście razy. Jeszcze trochę, to zacznę myśleć, że chcesz mi odbić chłopaka. - odparłam, nieco rozbawiona.
- Nie zrobiłabym tego, przecież wiesz. No, ale jakby się okazało, że ma brata, to bardzo chętnie. = powiedziała i wyjęła z szafy niebieski top. Nareszcie!
- Ubieraj się. - rzuciłam i zeszłam do kuchni. Z Tashą znałam się od dziecka, więc czułam się u niej jak w domu. Otworzyłam lodówkę i wyjęłam karton soku.Gdy moja przyjaciółka w końcu zeszła, zdążyłam już wypić szklankę soku.
- Kolejne spóźnienie, panno Evans. - powiedziałam poważnie.
- Jeszcze nie. Jak odejdziesz od mojej lodówki, to zdążymy. - oznajmiła i wypchnęła mnie z domu.


Po pierwszej lekcji byłam jedną z pierwszych, którzy opuścili klasę. Podeszłam do szafki, wzięłam książki i powlokłam się do następnej sali, gdy poczułam jak ktoś otacza mnie ramieniem.
- Eric. - powiedziałam, patrząc z uśmiechem na mojego chłopaka.Był ucieleśnieniem moich marzeń, nie to co ... Jason. na wspomnienie o byłym chłopaku, poczułam jak coś we mnie zamiera. Przestań o nim myśleć, skarciłam się w myślach, przecież masz Erica. Jason nie może się z nim równać. Tak, właśnie tak. Spojrzałam na chłopaka.
- Dzisiaj, 16. U mnie. - powiedział, uśmiechając się szeroko.
- Okej. - zgodziłam się w momencie, gdy zadzwonił dzwonek. Pocałowałam delikatnie Erica. - Do zobaczenia. - szepnęłam i poszłam na lekcję.

16 nadeszła bardzo szybko. Uśmiechnęłam się do siebie, gdy wchodziłam do domu Erica.
- hej, kochanie. - usłyszałam za sobą. Szybko się odwróciłam.
- Hej - odpowiedziałam i znalazłam się w jego ramionach.
- Niestety, mam trening ... - na te słowa cała się spięłam. Znowu ?! - Pójdziesz ze mną ? - spojrzałam na niego z niedowierzaniem. Ten wieczór mieliśmy spędzić sami. Sami, a nie z całą drużyną.
- Nie mogłeś wcześniej powiedzieć ? Bym nie marnowała czasu na przychodzenie tu. - niemal syknęłam.
- Przed chwilą się dowiedziałem. Naprawdę przed chwilą.
- Jasne. - mruknęłam.
- Alison, proszę.
- O co ? Nie pierwszy raz trening jest ważniejszy od nas !
- Dobrze wiesz, że piła jest moim życiem !
- Tak, i to dokładnie. Eric, ostatnio więcej czasu spędzasz na boisku niż ze mną.
- Mamy mistrzostwa !
- No i teraz są najważniejsze. Tak jak miesiąc temu. Cały czas są jakieś mecze, mistrzostwa.
- Piła jest moim życiem ... - powtórzył.
- A ja czym jestem ? Dodatkiem ?
- To nie tak, ale ...
- Ale trening. Okej, rozumiem. Zapomnij. Do jutra.- pokręciłam głową i wyszłam z domu Erica. Miałam nadzieję, że mnie zawoła, przytuli, zapewni, że mu na mnie zależy, że mnie kocha. Nie zrobił tego. Poszedł na trening. Tu nie chodziło o to, że miałam coś przeciwko temu, że był w kapitanem drużyny. Ale kiedyś ... było inaczej. Zawsze miał dla mnie czas. teraz dużo się zmieniło. Liczyły się tylko treningi. Zastanowiłam się, co jeszcze czuję do Erica. Czy go jeszcze kochałam ? Niestety, nie wiedziałam. Wiedziałam natomiast, że nie jest już tym samym chłopakiem w którym zakochałam się kilka tygodni temu. Wzdrygnęłam się, gdy usłyszałam dzwonek telefonu.
- Tasha ? - powiedziałam do słuchawki.
- Hej, przepraszam, że przeszkadzam w randce, ale ...
- Nie przejmuj się. - przerwałam jej. - mam cały wolny wieczór.
- Co się stało ?
- Trening.
- Oł .
- Yhy. Więc, o co chodzi ?
- Mam problem z menu na imprezę. - uśmiechnęłam się lekko, słysząc jej słowa. W sobotę organizujemy imprezę. Wielkie wydarzenie w szkole i tak dalej ... - Wpadnę do Ciebie i wszystko obgadamy. Co Ty na to ?
- Super. - odpowiedziała i się rozłączyła.
Oczywiście, gdy tylko znalazłam się u Tashy, musiałam najpierw opowiedzieć jej o kłótni z Eric'em i to ze szczegółami. Dopiero po godzinie zabrałyśmy się za dobór menu. Nie była nam jednak była długa praca. Dostałam SMS'a w którego wpatrywałam się z niedowierzaniem. Co do cholery ?! Jeszcze raz przeczytałam treść wiadomości : Długo jeszcze mam tkwić pod Twoim domem, czy w końcu przyjdziesz ? I podpis. Jason.




No i jest :D. Pierwszy rozdział nowego opowiadania ;).
Mam nadzieję, że się Wam spodoba. Przepraszam za błędy! 
Do napisania ;*

środa, 16 maja 2012

Nowa historia.

Cześć ;). Doszłam do wniosku, że nie ma sensu kontynuować tego odpowiadania. Jestem w trakcie pisania czegoś innego, mam nadzieję, że się Wam spodoba ;). Pierwszy rozdział dodam pod koniec tego tygodnia lub na początku następnego. 
                                                 Do napisania !  :D.